Niepomyślny los lądownika ExoMars Schiaparelli

schiaparelli_in_colourZdjęcia z orbitera NASA Mars Reconnaissance Orbiter potwierdzają niepomyślny los modułu lądownika misji ExoMars, który 19. października miał wylądować na powierzchni Marsa w regionie Meridiani Planum. 

Fotografie przedstawiają moduł lądownika Schiaparelli (w górnej części grafiki), osłonę i spadochron (lewa dolna część) i żaroodporną tarczę (prawa dolna część). Oko satelity NASA, kamera HiRISE, nie zdołała uchwycić wszystkich 3 elementów w trakcie przelotu 1. listopada. Dlatego do newsa załączono zdjęcie w odcieniach szarości z poprzedniego przelotu 25. października. Skala 10. metrów oznaczona na grafice odpowiada wszystkim 3 zdjęciom.

Inżynierowie ESA pracują nad danymi zebranymi od chwili odłączenia się lądownika od orbitera TGO. Na ich podstawie będą w stanie odtworzyć los modułu do czasu utraty kontaktu z satelitą. Przypuszcza się, że za niepomyślne lądowanie odpowiada błąd w oprogramowaniu, ale na oficjalną wersję wydarzeń musimy poczekać.

To co wiemy na pewno, to że lądownik zgodnie z oczekiwaniami wyhamował w atmosferze planety i otworzył spadochron. Po wyhamowaniu odrzucił żaroodporną tarczę i oddzielił się od osłony ze spadochronem. Z niewiadomych przyczyn niewielkie silniki odrzutowe, które miały sprowadzić go na bezpieczną wysokość 2 metrów nad powierzchnią wyłączyły się 50 sekund za wcześnie. Schiaparelli rozbił się o powierzchnię planety z prędkością około 300km/h i wybuchając wytworzył w powierzchnni niewielki krater.

To druga próba lądowania na powierzchni Czerwonej Planety w dorobku ESA i druga zakończona niepowodzeniem. Pierwszym utraconym lądownikiem był brytyjski robot Beagle 2 z którym utracono kontakt 25. grudnia 2003 roku. Beagle był częścią misji Mars Express.

Reklamy

ExoMars u celu, ciąg dalszy

Schiaparelli_separating_from_Trace_Gas_Orbiter-1-2.jpg

Po blisko 500 mln km podróży i niecały milion km przed Marsem roboty ExoMars wykonały dwa manewry: oddzielenia moduł Schiaparelli od Trace Gas Orbiter (w niedziele, 16.10) oraz wejścia TGO na orbitę Marsa (w poniedziałek, 17.10). Operacje przebiegły zgodnie z planem i obydwa roboty mogą bez przeszkód kontynuować misję.

Komunikaty radiowe potrzebują około 10 minut, żeby pokonać drogę z Ziemi do satelity i tyle samo czasu musimy czekać na potwierdzenia z robota oddalonego o miliony kilometrów. Wszystkie dane z aparatury nawigacyjnej satelity, informacje o jej „zdrowiu” i te zarejestrowane przyrządami naukowymi odbieramy na Ziemi z takim samym opóźnieniem, dlatego operacje związane z nawigacją bardzo odległych satelitów należy szczegółowo planować.

cu5lol_wyaalncb

Space Operations Centrum w Dramstadt, Niemcy na godzinę przed zaplanowanym manewrem

W związku z powyższym zdalne sterowanie „na żywo” jest niemożliwe. Jeśli chcemy wpłynąć na lot satelity po odległej orbicie, musimy przekazać mu paczkę instrukcji, które ten po otrzymaniu wykona krok po kroku, w miarę swoich możliwości. Jeśli w zaplanowanej sekwencji zabrakłoby istotnego detalu, na przykład polecenia wznowienia komunikacji z Ziemią, misje spotkałby tragiczny los – orbiter pozbawiony możliwości sterowania dołączyłby do tysięcy ciał niebieskich orbitujących Słońce. Pułapek związanych z planowaniem kosmicznych misji jest znacznie więcej…

Odłączenie modułu lądownika od satelity wiązało się ze zmianą masy obydwu robotów, pędzących z zawrotną prędkością blisko 6km/s (relatywnie do Marsa). To nie pozostało obojętne do stabilności ich lotu. Aby uniknąć ryzyka uszkodzenia, antena wysokiego zysku orbitera TGO złożyła się przed manewrem rozłączenia i na Ziemię docierał jedynie sygnał nadawany z niewielkiej anteny LGA, pozwalający określić trasę i stabilność satelity (dane telemetryczne liczone na podstawie efektu Dopplera – nauka to fajna rzecz, clrk). Szczegółowe informacje z podsystemów robota oraz odbieranie i nadawanie skomplikowanych sygnałów wymagają przepustowości, którą oferuje wyłącznie antena kierunkowa HGA (wyłączona na czas manewru ze względu na ryzyko uszkodzenia). Dlatego piloci misji na potwierdzenie musieli czekać do czasu aż TGO wykona cały zaplanowany program.

cu8cfaexgaevypa

Sygnał z HGA potwierdzający powodzenie operacji odłączenie lądownika od satelity, źródło: ESA Operations@Twitter.com

Szczęśliwie dla europejskiej i rosyjskiej agencji kosmicznej na kwadrans przed 7 wieczorem w niedzielę 16.10 radioteleskopy na Ziemi wznowiły komunikację z TGO – robot nadał potwierdzenie odłączenia modułu lądownika, co w centrum sterowania przyjęto z wielką ulgą.

Wymierzony z precyzją mistrza rzutów lotką lądownik mknie teraz w kierunku atmosfery Marsa. Obliczenie odpowiedniego kąta wejścia w gazową otoczkę planety było bardzo ważnym elementem planu. Gdyby kąt natarcia był zbyt duży, robot spłonąłby w atmosferze w wyniku przegrzania tarczy ochronnej. Jeden stopień za mało i Schiaparelli minąłby planetę mknąc bez celu w kierunku kosmicznej pustki.

Moduł lądownika nie ma możliwości ładowania baterii i tuż po odłączeniu od satelity przełączył się w tryb hibernacji, żeby zaoszczędzić ograniczony zapas energii. Kilowatogodziny zgromadzone w bateriach mają wystarczyć mu na przeprowadzenie manewru lądowania i 3-4 dni badań na powierzchni planety. Robot ma obudzić się na chwilę przed wejściem w atmosferę Marsa około godziny 16:42 w środę 19.10 czasu polskiego.

Satelita TGO pozbawiony ciężkiego lądownika mógł skorgować prędkość i tor lotu odpalając dwukrotnie niewielkie silniki odrzutowe. Pierwszy raz na niecałą minutę w celu poprawienia kierunku i drugi raz na ponad dwie godziny, żeby zwolnić o 1550 m/s. Teraz robot może zostać przechwycony przez grawitację Marsa. Gdyby oddzielenie lądownika od orbitera nie powiodło się, masa połączonych robotów byłaby zbyt duża dla hamującej siły silników odrzutowych i satelicie nie udałoby się wejść na orbitę dookoła Marsa. W takim wypadku piloci ExoMars musieliby czekać aż dwa lata (!) aż robot wykona pełną orbitę dookoła Słońca, tracąc przy tym prędkość wystarczająco, by przy następnym spotkaniu dać się przechwycić przez przyciąganie Czerwonej Planety.

tgoedm-arrival-512x384

Klatka z symulacji lotu TGO i lądownika Schiaparelli u celu podróży, źródło: ESA

W następnym poście postaram się streścić przebieg lądowania lądownika Schiaparelli na powierzchni planety. Do usłyszenia!

na podst. spaceflight101.com

Historia – Mariner 4 i ręcznie wywoływane zdjęcie tarczy Marsa

1436318216088Mariner 4 to pierwsza misja międzyplanetarna, która osiągnęła orbitę czerwonej planety i wykonała swoje zadanie niemal w 100%. Sukces nie był całkowity, bo spośród 9 instrumentów badawczych 2 nie wytrzymały próby czasu. W trakcie 8 miesięcznej podróży aparatura do pomiaru promieniowania kosmicznego przestała działać. Nie udało się przeprowadzić pomiarów plazmy w pobliżu Marsa, ale tę z Ziemiskiej – tak. Potwierdzając przy tym istnienie pól promieniowania na drodzę poza strefę oddziaływania Ziemskiego pola magnetycznego. W przypadku tak dużego ciała niebieskiego, możemy mówić o półapce magnetycznej w którą wpadają cząstki subatomowe o określonej masie (zorze polarne itp).

1436318615917

Zdjęcia M 4 i mapa autorstwa P. Lowella

Na wyposażeniu Marinera 4 był teleskop wraz z analogowo-cyfrową aparaturą rejestrującą. 14 lipca 1965 r w trakcie przelotu w pobliżu planety satelita zdołał przechwycić 21 zdjęć, które przez kolejne 10 dni, do 24 lipca, były przesyłane radiowo bit po bicie na naszą planetę. Obraz z teleskopu zapisywany na taśmie magnetycznej nie powalał jakością – zdjęcia miały bardzo niską (jak na dzisiejsze standardy) rozdzielczość 200×200 pikseli. Jedno ważyło 240 tyś bitów.

Pierwsze fotografie z orbity Marsa rozpalały wyobrażenia o rzeczywistym obrazie planety obserowanej w pewnym zbliżeniu. Surowe dane pod okiem nakowyców i ich instrumentów w tamtych czasach po prostu nie istniały i nikt tak na prawdę nie wiedział co tam może być.

Najlepszym obrazem tarczy 4. planety od Słońca niektórzy uważają szkic z końca XIX wieku wykonany przez amerykańskiego astronoma P. Lowella. Współcześniu mu, przy najlepszych zdobyczach techniki to, co nauka miała do zaoferowania było wielkości jednopensówki. Z braku lepszych źródeł wymyślano najdziwniejsze teorie o planecie. Przypuszczano, że na Marsie istnieje inteligentna cywilizacja, której przypisywano stworzenie sieci kanałów, których miały dowodzić obserwacje z Ziemi.

1436318396453

Wydrukowana mapa bitowa pierwszej fotografi Mariner 4

Rezultaty misji sondy Mariner 4 były niespodziewanie różne od tego, czego oczekiwała gawiedź. Pokryty kraterami krajobraz, który bardziej przypominał Księżyc, niż kwitnącą obcym życiem planetę. Kolejne satelity dostarczały coraz więcej informacji o Marsie i nasza wiedza o nim od lat 60. ubiegłego wieku znacznie się powiększa. I do dzisiaj nie wiemy, czy Mars kiedykolwiek gościł życie i inteligentne cywilizacje.

Zanim obrazy z Marinera 4 zostały przetworzone przez komputery na Ziemi (co wymagało pewnie i dni skomplikowanych operacji numerycznych w pamięci pierwszej generacji komputerów) Richard Grumm, naukowiec z zespołu JPL,  wpadł na pomysł, by wywołać je ręcznie, drukując linia po linii dane numeryczne i pokrywając je w opisanej operacji na zbiorach – kolejnym pikslom odcieniach szarości.

Pomysł nie przypadł do gustu specjalistom od public relations NASA, ale uparty naukowiec postawił na swoim. Na własną rękę nabył niezbędne materiały w sklepie z rysowniczym i podjął się pokrywania kratka po kratce kolejnych numerów na wydrukowanej bitmapie pierwszego zdjęcia z Marsa.

Sklep do którego wybrał się Richard Grumm nie dysponował węglem więc naukowiec zdecydował się na komplet kredek. Dzięki temu zbiegowi okoliczności wywołane zdjęcie jest w kolorze. Oryginalne dane z satelity były czarnobiałe, w 16 odcieniach szarości, wliczając w to spektrum światła niewidzane ludzkim okiem. Świadomie czy nie, naukowcy wybrali takie odcienie czerwieni, które odpowiadały kolorom Marsa.

1436318436370

Naukowcy JPL przy pracy

Obecni w JPL dziennikarze szybko zorientowali się, czym zajęci są prawcownicy JPL z zestawem dziecięcych kredek i w taki oto sposób pierwsze zdjęcie zarejestrowane blisko Marsa, jakie trafiło do mediów to kolorowa mozaika uwieczniona na tablicy w JPL.

Obraz ten oprawiony w ramkę można dziś obejrzeć w muzeum kalifornijskiej placówki badawczej. Przedstawia fragment tarczy Marsa, widać na nim chmury i powierzchnię planety. Ciemnobrązowa plama u doły to przestrzeń kosmiczna poza Marsem. Rozciągnięcie perspektywy wynika z tego, że w każdym pikselu należało zmieścić numeryczną informację o odcieniu szarości, jaki wypełnia daną kratkę, co 3 razy poszerzyło obraz.

Obraki różnią się jakością jeszcze jednym małym szczegółem – zamiast pełnej 8 bitowej informacji kratka po kratce, wspomieni w artykule pracownicy Odrzutowego Laboratorium nie musieli używać kompletu 64 kredek. Obrazek jest 4 kolorowy, dzięki matematyce. Pros dla matmy, wbrew ogólnemu przekonaniu to spore uproszczenie życia. Odwzorowanie kolorów na pinbordzie w Kalifornii lat 50 tych odpowiadało rzeczywistości.

na podst. directedplay.com (wszystkie zdjęcia pochodzą z zalinkowanego artykułu)

MAVEN na tropie księżyca Phobos

Phobos okiem spektrografu IMUV satelity MAVEN. Każdy piksel odpowiada koncentracji molekuł w polu widzenia instrumentu. Niebieskie kropki to cząsteczki wodoru. źródło: CU/LASP i NASA

Phobos okiem spektrografu IMUV satelity MAVEN. Każdy piksel odpowiada koncentracji i właściwościom molekuł w polu widzenia instrumentu. Niebieskie kropki to światło odbite o długości fali ok. 122 nm, charakterystyczne dla cząsteczek wodoru, źródło: CU/LASP i NASA

NASA prowadzi badania nad pochodzeniem jednego z dwóch znanych naturalnych satelitów Marsa. Na przełomie listopada i grudnia ubiegłego roku satelita MAVEN miał okazję kilka razy zbliżyć się do księzyca na odległość około 500 km. Piloci misji wykorzystali okazje i skierowali instrumenty badawcze w stronę orbitującego Marsa „kartofla”.

Badanie z bliska umożliwiła charakterystyka orbity MAVEN, który poruszając się po elipsie wokół Marsa raz „nurkuje” w atmosferze planety na odległość ok. 170 km od powierzchni a potem oddala się od niej na ponad 6 tyś. km. To właśnie w fazie tego oddalenia MAVEN miał okazję zbliżyć się do Phobosa.

orbity MAVEN i księżyca, zródło: NASA LASP

Dane naukowe to zdjęcia księżyca zarejestrowane przy pomocy spektrografu UV. Instrument ten pierwotnie miał analizować chemiczną kompozycję i rozmieszczenie gazów w różnych warstwach atmosfery Czerwonej Planety oraz obserwować zjawisko ucieczki molekuł z najwyższych warstw gazowej otoczki Marsa.

Analiza spektralna powierzchni Phobosa ma pomóc w ustaleniu pochodzenia satelity. Księżyc był obserwowany w przeszłości wielokrotnie, mimo to wciąż pozostaje dla nas zagadką jego obecność na orbicie Marsa. Porównanie badania MAVEN ze znanymi asteroidami (np. z Pasa Kuipera) pozwoli ustalić jednorodność tych obiektów albo wykluczyć ich wspólne pochodzenie. Jeśli Phobos nie został w przeszłości przechwycony przez przyciąganie Czerwonej Planety, to skąd wziął się na jej orbicie? To zagadka, która czeka na rozwiązanie.

żródło: LASP i NASA

Charakterystyka orbity MAVEN, źródło: LASP i NASA

Dotychczasowe wizyty w okolicy księżyca ujawniły pokrytą kraterami i poprzecznymi pęknięciami nieregularną bryłę o średnicy około 22 km. Ciekawe, że powierzchnia księżyca nie jest litą skałą. Zewnętrzna warstwa to miałki materiał (regolit), który ulatując w przestrzeń pozostawia za księżycem delikatny ogon. Phobos powoli zbliża się do planety, ale bez obaw! Katastrofalne zderzenie, o ile do niego dojdzie, nastąpi nie wcześniej jak za 10 mln lat. Niektórzy naukowcy przewidują, że wcześniej księżyc rozpadnie się pod wpływem grawitacji Marsa (o czym mają świadczyć poprzeczne pęknięcia na powierzchni satelity).

Istnieje koncepcja misji załogowej na Marsa, która przewiduje wykorzystanie księżyca jako przystanku w drodze na powierzchnię Czerwonej Planety. Dobrze byłoby wiedzieć, czy astronauci nie zapadną się w ruchomych piaskach próbując zaprzyjaźnić się ze znikomą grawitacją mikroksiężyca.

na podst: phys.org, space-facts.com, spaceflight101.com

Siding Springs – zdjęć nie ma

1413886900044_wps_22_Comet_Siding_Spring_Mars_Przykra sprawa – zdjęć z powierzchni planety odsłaniających widok komety właściwie nie ma. Pod tym linkiem znajdziecie najlepsze obrazy, jakie udało się zarejestrować. Zostały zrobione w okolicach zachodniego grzbietu krateru Endeavour przez łazik misji MER, Opportunity. Do postu dołączyłem materiał od NASA, który stara się wyjaśnić co widać.

Co zawiniło – błąd w obliczeniach pozycji komety na nieboskłonie? Szumy aparatury?? Nie wiemy z dużą dokładnością w jakim momencie łazik rozpoczyna wykonywanie swoich komend. Wydaje mi się, że to m.in. powód, przez który cała żądna wrażeń część podążających za kosmicznymi nowinami ciekawskich ludków może czuć się lekko zawiedziona. Przecież o komecie można było usłyszeć i przeczytać w czasopismach i radio :-/

Czujcie ducha, Siding Sporing to obecnie taki mały punkcik na nieboskłonie, który, idę o zakład, da się obejrzeć wczesnym wieczorem na zmierzchającym niebie – z dala od świateł, – tak tak, trzeba się wybrać na wycieczkę daleko od większych siedlisk ludzkich. Przerwy w dostawie światła gwiazd powodują interferencje z blaskiem lamp sodowych, które oświetlają ulice naszych miast. Nie jest do końca jasne, czy to akurat ten pierwiastek, ale fakt jest taki, że sód jaśnieje światłem o widmie (kolorze), najbliższym właśnie naszemu poczciwemu białemu światłu słonecznemu.

Gdzie patrzeć - Siding Spring oddala się od MArsa, i mniej więcej przez miesiąc będzie można ją zaobserwować w pobliżu Marsa okiem uzbrojonym w lunetkę. Jeśli jeszcze takiej nie macie - Szybko do sklepów!

Gdzie patrzeć – Siding Spring oddala się od MArsa, i mniej więcej przez miesiąc będzie można ją zaobserwować w pobliżu Marsa okiem uzbrojonym w lunetkę. Jeśli jeszcze takiej nie macie – Szybko do sklepów! Widok nieba mniej więcej o godzinie 8:15 jutrzejszego wieczoru. źródło Stellarium/clrk

Jeśli dalej jesteście ciekawi Siding Spring i chcielibyście ją zobaczyć na własne oczy zarezerwujcie sobie w najbliższym miesiącu wolny weekend i zaopatrzeni choćby w lornetkę szukajcie komety na nocnym niebie. Wypatrujcie pierwszych gwiazd (podpowiem, że każdego wieczoru pojawiają na swoich pozycjach, niezawodne od wielu wielu lat. Siding Springs oddala się od Marsa, który w tej chwili zapala się się nisko nad południowym horyzontem i około 21 wieczorem znika za nim, więc czasu nie ma wiele. Starajcie się znaleźć Drogę Mleczną – Mars znajduje się przed jej płaszczyzną <wink>.

Pomóż Julce – Dotknij Marsa

Uwaga Komunikat 🙂

Ruszyła akcja „Dotknij Marsa”, w której internauci pomagają spełnić marzenie niewidomej Julki. Dzięki ich udziałowi w grze na stronie http://www.dotknijmarsa.pl oraz aktywności w portalach społecznościowych, będzie mogła razem z białostockim łazikiem Hyperion2 dotknąć i „zobaczyć” czerwoną planetę podczas Europejskich Zawodów Łazików Marsjańskich w Polsce.

Projekt trwa od 21 sierpnia do 5 września. Składa się z dwóch etapów, w których może wziąć udział każdy internauta. Pierwszy to gra – symulator jazdy łazikiem po powierzchni Marsa. Zadaniem gracza jest odnalezienie kopert z współrzędnymi wskazującymi miejsce lądowania łazika na Ziemi.
Drugi etap to ziemskie przygody łazika po Polsce napędzane przez aktywność internautów. Z każdym nowym polubieniem i udostępnieniem w portalach społecznościowych strony, Hyperion2 przybliża się do Gdańska, by „osobiście” wręczyć dwunastoletniej Julce zaproszenie na Europejskie Zawody Łazików Marsjańskich (www.roverchallenge.eu). Odbędą się one w dniach 5-7 września w Podzamczu k./Chęcin.

Finał akcji odbędzie się podczas ERC, gdzie Julia będzie mogła dotknąć powierzchni Marsa, a także poznać znanych badaczy kosmosu.

Projekt „Dotknij Marsa” przypomina, jak istotną rolę w naszym życiu odgrywa rozwój nauki oraz technologii. Dzięki odkryciom inżynierów i naukowców codzienność wielu ludzi staje się prostsza, a to co do tej pory wydawało się niemożliwym, staje się rzeczywistością. Choćby nawet dotknięcie Marsa przez zafascynowaną kosmosem Julkę.

Więcej informacji o akcji na www.dotknijmarsa.pl

Informacje o ERC na www.roverchallenge.eu

622 megabity danych w sekundę z Księżyca

front graphic18. października uruchomione zostało laserowe połączenie między orbitującym Księżyc satelitą LADEE (Lunar Atmosphere and Dust Enviroment Explorer) a placówką NASA White Sands w Nowym Meksyku. Jak wynika z oficjalnego oświadczenia NASA testowana technologia umożliwiła odbiór danych z nieosiągalną dotychczas prędkością transmisji 622 Mb/s. To pewnie 10 razy szybciej niż Wasze domowe łącze internetowe.

Moduł LLCD na pokładzie LADEE. Źródło: NASA

Amerykańska sonda LADEE od września jest na orbicie Księżyca. Oprócz wyposażenia mającego zbadać właściwości znikomej księżycowej atmosfery, na jej pokładzie zainstalowano moduł LLCD (Lunar Laser Communications Demonstration). Zadaniem tej aparatury jest sprawdzenie możliwości lasera w komunikacji kosmicznej. Ten eksperyment ma potrwać 30 dni i jest wstępem przed planowaną na 2017 rok misją NASA Laser Communication Relay Demonstration.

Nie jest tajemnicą, że wydajność wykorzystywanych dotychczas połączeń opartych o fale radiowe przestała wystarczać do przekazywania terabajtów danych (zdjęć, wideo i pomiarów naukowych) z odległych zakątków naszego układu planetarnego. Radio działa po prostu zbyt wolno.

Urządzenia nadawczo-odbiorcze w kompleksie White Sands. Źródło: NASA

Urządzenia nadawczo-odbiorcze w kompleksie White Sands. Źródło: NASA

W obecnej, wczesnej formie komunikacja laserowa pozwala na 15-krotne zwiększenie wydajności (w porównaniu z najnowocześniejszym radiem), ma także inne zalety. Nie jest tak energochłonna (niższe koszty misji), jest bardziej kompaktowa. Mniejsze gabaryty wysyłanego w kosmos wyposażenia komunikacyjnego to dodatkowa przestrzeń na inne narzędzia lub (ponownie) niższe koszty misji. Każdy kilogram ładunku kosztuje agencje średnio 12,34 tyś euro i pozbycie się gabarytowych anten jest priorytetem w budowaniu nowej generacji satelit.

Jakie korzyści przyniesie nam ta technologia? Przede wszystkim powinniście wiedzieć, że laser od dawna wykorzystujemy w komunikacji. Gdyby nie oparta o światłowody infrastruktura, nie było by rozmów międzymiastowych, nie mówiąc o Internetu w tak bogatej (multimedialnie) formie, jaką znacie obecnie. Gdy misje kosmiczne zaczną nadawać swoje odkrycia za pomocą lasera możemy spodziewać się ogromnego wzrostu jakości przekazywanych obrazów. Spodziewajcie się prawdziwych filmów w pełnym 3D i zdjęć o niesamowitej ilości szczegółów.

Wszystko co o zdrowiu Opportunity piszą w internecie i jeszcze coś

enduranceplus_opportunityMogliście niedawno przeczytać o kondycji małego Opportunity – pisaliśmy w cudzysłowie o 3 schorzeniach, jakich nabawił się w trackie misji na Czerwonej Planecie. Pomyślałem, że dobrze by było sprawdzić dokładnie co to za dolegliwości i dowiedzieć się, jak sobie z nimi radzą pilotujący misję inżynierowie JPL. Łazik w styczniu tego roku wkroczył w 10. rok badań na Marsie i póki jest to możliwe, NASA nie porzuci eksploracji okolic krateru Endeavour w Meridani Planum. Co oznacza dla łazika niezłą gimnastykę, o czym przeczytacie za chwilę. Czytaj dalej

GROVER – prototypowy łazik na Grenlandii

łazik GroverGROVER czyli po polsku łazik grenladzki (albo Goddard Remotely Operated Vehicle, od nazwy placówki, w której go zaprojektowano) trafił na początku maja do Summit Camp – stacji badawczej położonej w samym środku zamarźniętej Grenlandi. Robot ma wesprzeć stacjonujących tam naukowców w badaniach topniejącego lodowca.

GROVER to prototypowy łazik, wyposażony w radar do badań znajdującego się pod nim lodu. Zasilany słońcem robot porusza się zupełnie samodzielnie z prędkością ok. 2km na godzinę przekazując zebrane dane do stacji badawczej. Waży niewiele ponad 350 kg i razem z słonecznymi panelami ma około 2 m wysokości. Gabriel Trisca, który współtworzył robota twierdzi, że to doskonała platforma do badań zdalnych. Wystarczy wyposażyć go w niezbędne instrumenty i skierować w konkretne miejsce. Mam nadzieję, że wiele projektów naukowych skorzysta z tych możliwości. Robot został zaprojektowany przez zespół studentów pod kierownictwem NASA Goddard Space Flight Center w Greenbelt.

Zaletą łazika GROVER ma być jego autonomia. Robot nie wymaga nadzoru człowieka, w przypadku badań na Grenlandii może pracować nieustannie (sezon letni na Grenlandii charakteryzuje dzień polarny – słońce nigdy nie chowa się za horyzontem). W tej chwili robot pracuje w niewielkim oddaleniu do 5 km od Summit Camp, W najbliższym czasie naukowcy będą chcieli skierować go w bardziej odległe zakątki wyżyny.

Przed wizytą łazika naukowcy musieli wykonywać badania samodzielnie, co oznaczało pokonywanie skuterem śnieżnym dziesiątek kilometrów z narzędziami pomiarowymi w temperaturach rzadko przekraczających -10 st. C. Jeśli robot GROVER okaże się niezawodny naukowcy Summit Camp odetchną z ulgą i skupią się na analizowaniu danych z topniejącej zmarźliny a robot w przyszłości znajdzie zastosowanie w badaniach innych światów.

Zainteresowani mogą śledzić postępy robota na twitterze misji NASA ICE.

Rzut okiem na Marsa – wrak radzieckiego Mars 3 na zdjęciach MRO

Phathontis, południowa półkula Marsa

Phathontis, południowa półkula Marsa

Internauci znaleźli na zdjęciach HIRISE to, co zostało z drugiego (właściwie to exequiae pierwszego) lądownika, który zetknął się z powierzchnią Marsa. Mowa o radzieckim Marsie 3. Ten ważący ponad 2 tony próbnik osiągnął planetę 2 grudnia 1971 roku i nawet z powodzeniem wylądował na powierzcni gdzieś na ćwiertniku Phaethontis (między 35 a 60 st. S, 160 a 180 st. W). Niestety, po przesłaniu zaledwie kilku lini pierwszej marsjańskiej fotografii łączność z Marsem została utracona na zawsze.

Zaledwie pięć dni wcześniej o powierzchnię Czerwonej Planety rozbił się lądownik Mars 2 dlatego napisałem, że radzieckie roboty zajmują egzekwo pierwsze miejsce w wyścigu na powierzchnię.

W czasie, gdy obydwa roboty zbliżały się do Marsa amerykanie od 2 tygodni obserwowali powierzchnię okiem Marinera 9, który w czasie trwającej 350 dni misji uchwycił swoją kamerą prawie całą powierzchnię planety. Warto wiedzieć, że ta misja bardzo zmieniła nasz sposób postrzegania Marsa. Do schyłku lat 60-tych naukowcy prześcigali się w wymyślaniu teorii na temat Marsa, z których żadna nie była poparta solidnymi faktami.

Internauci na tropie wraku radzieckiego Mars 3

Internauci na tropie wraku Mars 3 (ZSRR ’71)

Jak bardzo przez te 40 lat nasze spojerzenie na Czerwoną Planetę się rozwinęło, widać na załączonej grafice. W pełni rozwinięty spadochron Marsa 3 ma szerokość około 11 m. To, co widać na zdjęciu jest trochę mniejsze, prawdopodobnie mógł się lekko zwinąć albo schować pod warstwą nawianego piasku. Natomiast długość pasów, którymi był przypięty do lądownika jest w sam raz. Pozostałe obiekty to  najprawdopodobniej osłona termiczna, silnik hamujący i lądownik. Dzięki modelom z archiwum Roskomsosu można potwierdzić autentyczność tych ciekawych doniesień.

Odlanezienie na zdjęciach z orbity niewielkich części tej prehistorycznej wręcz misji robi na mnie duże wrażenie. Jeśli ktoś z Was czuje się na siłach przemierzyć Marsa (wirtualnie) od połódnia po północ, zapraszam tutaj. Zostało jeszcze trochę starych robotów do znalezienia. Powodzenia 🙂