MOM i MAVEN u celu

10 minut przed 5 rano 20 września (naszego czasu), po zapoznaniu się z najnowszymi danymi nawigacyjnymi nadanymi z orbity Marsa piloci MAVEN mogli odetchnąć (pamiętacie szczęśliwe orzeszki – nie mogło ich zabraknąć i tym razem) – blisko 900 kg satelita znalazł się na przewidzianej orbicie dookoła nieporównywalnie cięższego Marsa (jakieś 700 tryliardów razy) 😉 Dzięki znacznej odległości od planety i kosmicznej prędkości MAVEN nie spadnie z głośnym gwizdem na planetę, tylko po tygodniu stabilizacji i testów rozpocznie nieprzerwane obserwacje atmosfery, o co właśnie chodziło zagryzającym solone orzeszki naukowcom ze Stanów.

W związku z sukcesem NASA zorganizowała konferencję, z której mogliśmy dowiedzieć jeszcze raz w zasadzie wszystkiego tego, co już na temat satelity powiedziano. Lot był tak dokładnie wymierzony, że poza manewrem hamującym na koniec i pierwszą korektą tuż po opuszczeniu strefy wpływu grawitacyjnego Ziemi, nie wymagane były żadne dodatkowe odpalania trusterów (niewielkich silników odrzutowych) satelity. Konferencję możecie obejrzeć tutaj.

W międzyczasie do zaorbitowania przygotowują się Hindusi, którzy w tej chwili bacznie obserwują postępy swojego orbitera MOM. Nadzorowany przez Światłych, kierowany przez Młodych po pomyślnej próbie silników odrzutowych, MOM coraz bliżej orbity Marsa rozpisują się na coraz to nowych newsach w internecie. Ja to wszystko bacznie obserwuje bo bardzo ciekawi mnie co też takiego skrywa przed nami Mars. Szkoda, że tak skąpo dzielą się z nami newsami w języku angielskim.

Indie bardzo chcą sięgnąć Marsa jako pierwsze azjatyckie państwo a MOM jest dowodem tej ambicji – cała technologia misji wyprodukowana została na indyjskim subkontynencie. Przypomnę, marsjański program z czasów ZSRR nie wniósł wiele do badań nad Marsem i chyba towarzyszy mu zła passa, którą zaraziły się Chiny, próbując swoich sił w 2009 roku. Chińczycy chcieli na Marsa razem z rosyskim Phobos-Gruntem, który niestety spadł do Pacyfiku wraz z całym ładunkiem badawczym.

Pisząc tego posta mam poczucie, że właśnie dzieje się coś wyjątkowego, niesamowitego – kiedy dwie światowe potęgi, a wręcz olbrzymy (ukłon do T. Hobbes’a Lewiatan) spotykają się na odległym o miliony kilometrów, zupełnie nowym gruncie. Wynik tego spotkania najprawdopodobniej poznają dopiero następne pokolenia, ale coś mi mówi, że odbije się to na instynkcie terytorialnym całego ludzkiego gatunku.

Do tematu satelitów na pewno wrócimy niebawem, do zobaczenia!

Historia poznawania Marsa (część 2)

Mars był traktowany w starożytnym Rzymie jako bóg upraw, później stał się bogiem wojny. Tak samo diametralnie zmienił się obraz Marsa jako planety wskutek stopniowego poznawania i odkrywania na przestrzeni lat. Od XVII wieku na Czerwoną Planetę zwrócono lunety, od XX wieku odpalono rakiety z aparaturą. Poznajemy Marsa coraz dokładniej i coraz szybciej. W tym odcinku poznamy wczesne etapy marsjańskiej astronautyki.

O pierwszych krokach w poznawaniu Marsa można przeczytać w tym artykule.

Rozpęd astronautyczny zapoczątkowany po I Wojnie Światowej przerwała kolejna. A może trafniej powiedzieć, że nie przerwała, a skierowała na inne tory. To w czasie wojny powstały pociski V2 i technologia nazistowska, z których korzystali Rosjanie i Amerykanie. Po wojnie praca nad techniką rakietową nabrała rozpędu z uwagi na wyścig zbrojeń. Kennedy w swoim przemówieniu deklarującym postawienie stopy na Księżycu do końca lat 60. wspomniał także o dalszej eksploracji z wykorzystaniem rakiet jądrowych, miał na myśli załogowe misje na same krańce Układu Słonecznego. Rzeczywistość szybko zweryfikowała te zamierzenia, rakiety jądrowe nigdy nie powstały, a odległość do Marsa i niebezpieczeństwo związane z odkrytym promieniowaniem kosmicznym odłożyły załogową eksplorację Marsa do dalekiej przyszłości.

Ze spuścizny nazistowskiego programu rakietowego korzystali po wojnie zarówno Amerykanie jak i Rosjanie. (źródło: niemieckie archiwum Bundesarchiv http://www.bundesarchiv.de/index.html.de)

Ze spuścizny nazistowskiego programu rakietowego korzystali po wojnie zarówno Amerykanie jak i Rosjanie.
(źródło: niemieckie archiwum Bundesarchiv http://www.bundesarchiv.de/index.html.de)

Po pierwszych sukcesach Związku Radzieckiego (pierwszy satelita, pierwszy człowiek na orbicie) to Związek Radziecki rozpoczął bezzałogowe loty w stronę Marsa. Pierwsze próby wystrzelenia próbników rozpoczęły się w 1960. Dwa półtonowe próbniki, które miały przelecieć w pobliżu Marsa i sfotografować jego powierzchnię nie opuściły nawet orbity okołoziemskiej, a by być bardziej precyzyjnym, nawet do niej nie dotarły. Dwa lata później Rosjanie przygotowali kolejną satelitę do przelotu obok Marsa. Mars 1962A (znany też jako Sputnik 22) – wystartował w październiku 1962 i eksplodował na orbicie ziemskiej w trakcie zapłonu trzeciego stopnia przeznaczonego do skierowania go na trajektorię marsjańską.

Już jednak tydzień później przyszedł pierwszy sukces. Z powodzeniem wyniesiona i skierowana na trajektorię bliskiego przelotu została sonda Mars 1. Była to pierwsza udana próba wystrzelenia statku w stronę Marsa. Prawie tonowa międzyplanetarna stacja badawcza wyposażona w nadajniki, systemy kontroli termicznej, kamerę, systemy do nawigacji, system kierowania, panele słoneczne oraz aparaturę naukową do pomiaru promieniowania, pola magnetycznego, badań właściwości atmosfery i wielu więcej. Niestety w odległości prawie dwustu tysięcy kilometrów od Marsa, zawiódł system sterujący antenami i utracono łączność z satelitą, a ten pozostał na orbicie heliocentrycznej. Misja stanowiła jednak dowód na możliwość techniczną wysłania statku w kierunku Czerwonej Planety. Bowiem te 200 000 pozostałych do pokonania kilometrów wydają się niczym w porównaniu do ponad stu milionów, jakie dzieliły w momencie misji Mars i Ziemię.

Trzy dni po starcie Mars 1 odpalono rakietę do wyniesienia Mars 1962B – drugi ze statków serii Mars 1962 nie uciekł podobnie jak poprzednik z orbity okołoziemskiej.

Okolicznościowy znaczek prezentujący projekt marsjańskiej sondy Mars 1.

Okolicznościowy znaczek prezentujący projekt marsjańskiej sondy Mars 1.

Dopiero w listopadzie 1964 ze swoją pierwszą próbą gotowi byli Amerykanie. Sonda Mariner 3 stanowiła sama w sobie cud ówczesnej techniki elektronicznej. Została zbudowana przez JPL i jej celem miało być – podobnie jak poprzedników – zbliżenie się do Marsa i wykonanie naukowych obserwacji. Statek został wystrzelony 5 listopada 1964 na rakiecie Atlas-Agena. Sonda nie weszła jednak na trajektorię ku Marsowi, gdyż nie udało się jej odrzucić owiewki osłaniającej ją podczas lotu rakietowego w atmosferze ziemskiej. Zasilanie sondy padło na skutek braku możliwości rozłożenia paneli słonecznych. Jednakże już w trzy tygodnie po porażce, zdublowana wersja Mariner 4 pojawiła się na wyrzutni. Tu wszystko poszło zgodnie z planem i w 1965 roku Mariner 4 stała się pierwszą sondą, która sfotografowała kratery na Marsie z bliskiej odległości. Łącznie wysłała 22 zdjęcia, potwierdziła przeważanie dwutlenku węgla w cienkiej i rzadkiej atmosferze oraz wykryła niewielkie pole magnetyczne wokół planety. Przedstawiła więc Mars jako obiekt podobny swym krajobrazem do Księżyca, co było zaskoczeniem dla ludzi oczekujących tam śladów cywilizacji. Jako ciekawostkę warto dodać, że zdjęcia nadesłane zostały nie z kilkunastominutowym opóźnieniem, na które narzekaliśmy podczas misji MSL, ale z opóźnieniem tygodniowym – szybkość bowiem transmisji wynosiła 1 bajt na sekundę. Mariner 4 choć zepsuł legendę o Marsjanach to właściwie dopiero zapoczątkował piękną przygodę odkrywania tajemnic Marsa.

Tak wyglądał Mariner 3 i Mariner 4. Temu drugiemu udało się przelecieć 900 km nad Marsem.

Tak wyglądał Mariner 3 i Mariner 4. Temu drugiemu udało się przelecieć 900 km nad Marsem.

O kontynuacji programu Mariner, osiągnięciach radzieckich programów i historii sond Viking przeczytacie w następnym odcinku serii.

źródła:

Pierwsze prace z marsjańskim piaskiem – CHIMRA

Oto miejsce pierwszego kopania, za pomocą łychy przyrządu CHIMRA.

9 października zespół łazika Curiosity zdecydował o pierwszym zaczerpnięciu próbki marsjańskiej gleby (więcej tutaj) przy pomocy łychy wchodzącej w skład systemu CHIMRA. Już dzień później, podczas 64. marsjańskiego dnia misji pobrano do mechanizmów łazika pierwszy piasek z Czerwonej Planety. Pobrany materiał został zgodnie z planem przesiany za pomocą sit i podzielony na porcje, a następnie poddany wibracjom mającym oczyścić wewnętrzne powierzchnie zasobników. Celem pierwszego i drugiego pobrania jest jedynie sprawdzenie działania CHIMRY i jej oczyszczenie. Dopiero kolejne próbki, pobrane z obszaru Rocknest, zostaną wprowadzone do urządzeń analitycznych.

Oto obszar Rocknest, na którym łazik po raz pierwszy użył swej łopaty. Zdjęcie zrobione podczas 52 solu, kiedy łazik był jeszcze w drodze do tego miejsca.

Podczas ostatnich dwóch soli, naukowcy i inżynierowie zastanawiali się czym może być niewielkie, jasne ciało obce znajdujące się tuż obok wykopu (zobacz tutaj) Obecnie przypuszcza się, że jest to fragment plastikowego owinięcia przewodów, który spadł na łazik ze stopnia obniżającego (Descent Stage) podczas lądowania pojazdu w sierpniu. Obiekt ten będzie jednak poddany głębszej analizie po wysypaniu gleby z łychy łazika.

W trakcie 63 sol wykonano szczegółowe pomiary meteorologiczne za pomocą stacji pogodowej REMS. Ponadto łazik, o świcie 64 solu, tuz przed załadowaniem komend na ten sol, wykonał panoramę okolicy przy użyciu kamer MastCam.

Po śledztwie dotyczącym nieszczęsnego fragmentu zostanie wykonane drugie pobranie, bardzo podobne do pierwszego. Po tych dwóch pobraniach, nastąpią dwa kolejne, które testować już będą przyrządy wewnątrz łazika: SAM i CheMin.

(na podstawie:http://www.nasa.gov/mission_pages/msl/news/msl20121010.html)

Aktualności Curiosity – sol. 17 do 31

Tak jak obiecałem poprzednim razem, w tym poście wrócę do spraw Curiosity na Marsie. Godzinę temu skończyłem słuchać telekonferencji na żywo z Kalifornii i dowiedziałem się kilku nowych rzeczy. Uzupełnię tym samym sprawozdanie z poprzednich dni, o których do tej pory nie było na stronie mowy. Przyjrzyjcie się zdjęciom załączonym do tego posta, uważam, że są bardzo ciekawe. BTW, jeśli znajdziecie coś, co sami chcieli byście zobaczyć na stronie proszę, wyślijcie to na moją skrzynkę albo zostawcie w komentarzu. Na pewno wykorzystamy to w niedalekiej przyszłości.

Dzisiaj mija 31 sol odkąd Curiosity jest na powierzchni Marsa. od 17 do 29 sol robot był w fazie testów systemów poruszania się, które zakończyły się pełnym sukcesem. Przemierzając na kołach 109 m robot oddalił się o 80 m w linii prostej od miejsca lądowania, Bradbury.  Na załączonym obrazku zobaczycie odcinki, jakie Curiosity pokonywał każdego sola.

źródło: NASA/JPL

26. sol CheMin przeprowadził test pustych próbek, który wykazał że całe wyposażenie tego „laboratorium w mikrofalówce” działa bez zarzutu i jest gotowe do badań marsjańskiej gleby. Następnego sol SAM wykonał analizę marsjańskiej atmosfery. Był to drugi „wdech” Curiosity i pierwszy, który dostarczył realnych danych do analizy jako że za pierwszym razem zbiornik był napełniony gazem przywiezionym z Ziemi. Nie znamy jeszcze wyników, jak tylko ukaże się coś konkretnego, wrzucimy na stronę.

Przez cały czas kamery robota obrazowały otoczenie i jego samego, część tych materiałów możecie zobaczyć na stronie. Np. nagłówek, który wczoraj wyczarowałem w GIMPie 🙂 Liczę, że się Wam spodobał. To także zdjęcia, które dodajemy do postów. Gdy będziecie mieli okazję, zwróćcie uwagę na czarno-białe pola na obudowie robota. To ikony służące do kalibrowania mechanizmów autofokusa i innych, i to dzięki nim zdjęcia z Marsa są bardzo wyraźne.

30 sol. rozpoczęto realizowanie programu CAP2. To kontynuacja testów wyposażenia, w tej fazie niektóre z przyrządów będą dostrajane z uwzględnieniem panujących na Marsie warunków. Przez ok. 7 soli robot będzie unieruchomiony, przeprowadzając szczegółowe testy i kalibrację ramienia i jego wyposażenia (MAHLI, APXS, narzędzia do pobierania i przetwarzania próbek).

Na poniższym zdjęciu widać głowicę ramienia, a na nim m.in. zakryte wciąż MAHLI. Pamiętacie pierwsze kolorowe zdjęcie z Marsa? Nie było na nim wiele widać, bo kamera była (i wciąż jest) zakryta tym różowym ochraniaczem. Naukowcy bardzo boją się zanieczyścić to oko pyłem, którego chmury wzniosły się podczas lądowania. Woleli nie „otwierać” części wyposażenia Curiosity, dopóki istniało ryzyko zanieczyszczenia pozostałościami po spalinach lądownika, jakimi skażone jest Bradbury.

Jak tylko pokrywa zostanie zdjęta robot przeprowadzi serię zdjęć mających dostroić tę kamerę. O szczegółach możecie przeczytać tutaj. Możemy spodziewać się zdjęć masztu-głowy łazika w marsjańskim plenerze. Następny w kolejce do przetestowania jest APXS, dla którego Curiosity zabrał z Ziemi próbkę bazaltu. Odczyt prześwietlenie tej próbki pozwoli zrozumieć inne prześwietlenia wykonywane na marsjańskich skałach.

Samo ramie również wymaga dostosowania do warunków marsjańskich, niższa grawitacja mogła wprowadzać w błąd czujniki silników napędowych. „Ćwiczenia” tego mechanizmu będą trwały 6 do 10 soli.. Kiedy wszystkie instrumenty ramienia będą skalibrowane (znaczy się na koniec CAP2), robot będzie gotowy do badania i pobierania próbek gleby. Pierwszy raz ramie użyte zostanie być może przed dotarciem do Glenleg, o ile zespół odkryje bardzo miałki materiał do badań.

Wraz z końcem CAP2 robot wznowi podróż do oddalonego o ok. 400m od miejsca lądowania Glenlega, w którym geologowie upatrują się miejsca styku 3 różnych formacji skalnych. Robot porusza się ze średnią prędkością 35m/dobę więc podróż może potrwać nawet miesiąc. Będziemy na bieżąco przyglądać się i informować Was o postępach. Pozdrawiamy!

autor: clrk, na podst. telekonferencji w CALTECH JPL

Szansa dla ExoMars

Dodatkowy budżet w wysokości 80 mln euro trafił na konto rezlizacji ExoMars. Tym samym dotychczasowe wydatki na europejski projekt badania atmosfery i lądowania na Czerwonej Planecie urosły do 481 mln euro. Całkowity koszt misji szacuje się na 1,2 mld euro. ESA przewiduje, że do 2016 roku jest w stanie przeznaczyć na ten cel do 850 mln euro. Budżet ExoMars jest wciąż bardzo niepewny.

Decyzję o dodatkowych środkach podjęto na spotkaniu zarządu ESA w siedzibie agencji w Paryżu 14. czerwca. Następne spotkanie i dyskusja nad funduszem ExoMars zaplanowane jest na listopad. Wtedy agencja ma ostatecznie zadecydować czy jest misja, wspierana przez Rosję dojdzie do skutku.

ExoMars składa się z dwóch etapów. W 2016 roku rosyjska rakieta Proton miałaby wynieść na orbitę Marsa satelitę komunikacyjnego oraz lądownik. Dwa lata później, w 2018 roku kolejny Proton miałby dostarczyć na Czerwoną Planetę kapsułę z europejskim łazikiem. Pomimo zainwestowania na ten cel blisko 500 mln euro wciąż nie ma pewności, czy misja dojdzie do skutku.

Główny podwykonawca ESA, Thales Alenia Space przyznaje, że finansowanie na raty to nie najszczęśliwszy sposób realizowania programu. Firma zapewnia jednak, że dołoży wszelkich starań, żeby w terminie ukończyć prace nad satelitą i lądownikiem.

Z zainteresowaniem przyglądamy się pracy nad ExoMars. Teraz, gdy Polska stała się państwem członkowskim ESA możemy mówić, że to także nasza misja.

Ziemskie porosty i bakterie mogą przetrwać na Marsie

Niemiecka Agencja Kosmiczna

Porosty występujące na biegunie oraz w Alpach mogą przetrwać w warunkach podobnych do marsjańskich. Do takiego wniosku doszli astrobiologowie z Niemieckiej Agencji Kosmicznej. Ich eksperyment polegał na hodowli różnych mikroorganizmów w warunkach przypominających te z Czerwonej Planety przez 34 dni. Bakterie oraz wspomniane porosty całkiem szybko zaadaptowały się do trudnych warunków wykazując się aktywnością oraz zdolnością do przeprowadzania fotosyntezy – jednego z najważniejszych, zdaniem astrobiologów, procesów życiowych.  Organizmy najlepiej czuły się w pęknięciach i szczelinach skalnych.

ziemskie porosty, wikipedia.org

Sztuczne warunki zostały ustalone na podstawie danych dostarczonych przez łaziki poprzedniej misji NASA – Opportunity oraz Spirit. W komorze symulującej Marsa temperatura wahała się w przedziale od -50st C do +23 st, ciśnienie atmosferyczne nie przekraczało 6 milibarów, skład sztucznej atmosfery (podobnie jak na Czerwonej Planecie) to w 96% dwutlenek węgla, 4% azotu oraz śladowe ilości innych pierwiastków (m.in. tlenu). Trzeba zaznaczyć, że organizmy wykorzystane w eksperymencie potrafią przetrwać w trudniejszych warunki niż te z eksperymentu – na co dzień spotykamy je wysoko w Alpach oraz na biegunie.

Jean-Pierre de Vera jest przekonany, że ziemskie organizmy są w stanie żyć na powierzchni Marsa. Woda niezbędna do podtrzymywania większości procesów jest obecna każdego poranka oraz wieczoru marsjańskiego dnia pod postacią skondensowanej pary, więc organizmy mogłyby ją zaabsorbować. „Jeśli 4 miliardy lat temu zrodziło się tam życie, być może istnieje do dzisiaj w szczelinach i zakamarkach planety” twierdzi de Vera. Eksperyment niestety nie pozwala stwierdzić zachowania organizmów w ciągu dziesięcioleci czy setek lat.

Odkrycia eksperymentu wskazują na dodatkowe utrudnienie przy misjach kosmicznych. Należy zachować ostrożność, by nie przenieść mikroorganizmów ziemskiego pochodzenia na powierzchnię Marsa. W takim wypadku mogłoby okazać się, że poszukiwanie życia poza Ziemią stanie się jego rozprzestrzenianiem.

Szacunkowo 80% biomasy ziemskiej stanowią prymitywne organizmy takie jak te wykorzystane w eksperymencie.

żródło: marsdaily.com

Po seansie

Przed chwilą skończyłem oglądać film dokumentalny o przekształcaniu Marsa w planetę podobną do Ziemi (astrobiologowie taki proces nazwali terraformowaniem). Stanowił ciekawą wizualizację tych wszystkich informacji, w których nurkuję od czasu gdy zacząłem pisać tę stronę. Film nosił tytuł Terraformowanie Marsa, został zrobiony na zlecenie National Geographic Channel i na tym kanale można go oberzeć.

Taki proces jest możliwy i teoretycznie powinien przebiegać w miarę samoczynnie, pod warunkiem że uda się podnieść temperaturę na planecie o jakieś 30 st. C. Spowodowałoby to roztopnienie marsjańskiego lodu i wywołało szereg następstw, m.in. zagęściło atmosferę. Planeta zmieniłaby kolro na niebieski… Byłoby to możliwe w ciągu najbliższych 300 lat.

Warunki pozwoliłyby przeżyć na planecie kolejno bakteriom, porostom a wreszcie roślinom. Człowiek musiałby przywieźć ziemskie życie. Klimat okołorównikowy na Marsie przypominałby dzisiejszą tundrę na Ziemi. Lliczne drzewa produkowałyby tlen i być może Mars stałby się gościnnym światem.

Zastanawiające jest jak wyglądałby marsjański człowiek. Planeta ma dwukrotnie niższą grawitację niż Ziemia. Bez wątpienia miało by to duży wpływ na rozwój wszystkich organizmów. Nie znamy dokładnie składu mineralnego gleby…  Trudno przewidzieć, jak warunki marsjańskie, nawet najbardziej zbliżone do ziemskich, wpłyną na żyjące tam organizmy.

Na te pytania film nie dał odpowiedzi. Zainteresowani tematyką znajdą w nim dobrą wizualizację tego co już wiedzą i niewiele więcej, dla przypadkowego widza film może okazać się czystym science-fiction. Tak czy owak, warto poznać się z nim choćby dla ładnych widoków przemienionego Marsa.