MAVEN na tropie księżyca Phobos

Phobos okiem spektrografu IMUV satelity MAVEN. Każdy piksel odpowiada koncentracji molekuł w polu widzenia instrumentu. Niebieskie kropki to cząsteczki wodoru. źródło: CU/LASP i NASA

Phobos okiem spektrografu IMUV satelity MAVEN. Każdy piksel odpowiada koncentracji i właściwościom molekuł w polu widzenia instrumentu. Niebieskie kropki to światło odbite o długości fali ok. 122 nm, charakterystyczne dla cząsteczek wodoru, źródło: CU/LASP i NASA

NASA prowadzi badania nad pochodzeniem jednego z dwóch znanych naturalnych satelitów Marsa. Na przełomie listopada i grudnia ubiegłego roku satelita MAVEN miał okazję kilka razy zbliżyć się do księzyca na odległość około 500 km. Piloci misji wykorzystali okazje i skierowali instrumenty badawcze w stronę orbitującego Marsa „kartofla”.

Badanie z bliska umożliwiła charakterystyka orbity MAVEN, który poruszając się po elipsie wokół Marsa raz „nurkuje” w atmosferze planety na odległość ok. 170 km od powierzchni a potem oddala się od niej na ponad 6 tyś. km. To właśnie w fazie tego oddalenia MAVEN miał okazję zbliżyć się do Phobosa.

orbity MAVEN i księżyca, zródło: NASA LASP

Dane naukowe to zdjęcia księżyca zarejestrowane przy pomocy spektrografu UV. Instrument ten pierwotnie miał analizować chemiczną kompozycję i rozmieszczenie gazów w różnych warstwach atmosfery Czerwonej Planety oraz obserwować zjawisko ucieczki molekuł z najwyższych warstw gazowej otoczki Marsa.

Analiza spektralna powierzchni Phobosa ma pomóc w ustaleniu pochodzenia satelity. Księżyc był obserwowany w przeszłości wielokrotnie, mimo to wciąż pozostaje dla nas zagadką jego obecność na orbicie Marsa. Porównanie badania MAVEN ze znanymi asteroidami (np. z Pasa Kuipera) pozwoli ustalić jednorodność tych obiektów albo wykluczyć ich wspólne pochodzenie. Jeśli Phobos nie został w przeszłości przechwycony przez przyciąganie Czerwonej Planety, to skąd wziął się na jej orbicie? To zagadka, która czeka na rozwiązanie.

żródło: LASP i NASA

Charakterystyka orbity MAVEN, źródło: LASP i NASA

Dotychczasowe wizyty w okolicy księżyca ujawniły pokrytą kraterami i poprzecznymi pęknięciami nieregularną bryłę o średnicy około 22 km. Ciekawe, że powierzchnia księżyca nie jest litą skałą. Zewnętrzna warstwa to miałki materiał (regolit), który ulatując w przestrzeń pozostawia za księżycem delikatny ogon. Phobos powoli zbliża się do planety, ale bez obaw! Katastrofalne zderzenie, o ile do niego dojdzie, nastąpi nie wcześniej jak za 10 mln lat. Niektórzy naukowcy przewidują, że wcześniej księżyc rozpadnie się pod wpływem grawitacji Marsa (o czym mają świadczyć poprzeczne pęknięcia na powierzchni satelity).

Istnieje koncepcja misji załogowej na Marsa, która przewiduje wykorzystanie księżyca jako przystanku w drodze na powierzchnię Czerwonej Planety. Dobrze byłoby wiedzieć, czy astronauci nie zapadną się w ruchomych piaskach próbując zaprzyjaźnić się ze znikomą grawitacją mikroksiężyca.

na podst: phys.org, space-facts.com, spaceflight101.com

Siding Springs – zdjęć nie ma

1413886900044_wps_22_Comet_Siding_Spring_Mars_Przykra sprawa – zdjęć z powierzchni planety odsłaniających widok komety właściwie nie ma. Pod tym linkiem znajdziecie najlepsze obrazy, jakie udało się zarejestrować. Zostały zrobione w okolicach zachodniego grzbietu krateru Endeavour przez łazik misji MER, Opportunity. Do postu dołączyłem materiał od NASA, który stara się wyjaśnić co widać.

Co zawiniło – błąd w obliczeniach pozycji komety na nieboskłonie? Szumy aparatury?? Nie wiemy z dużą dokładnością w jakim momencie łazik rozpoczyna wykonywanie swoich komend. Wydaje mi się, że to m.in. powód, przez który cała żądna wrażeń część podążających za kosmicznymi nowinami ciekawskich ludków może czuć się lekko zawiedziona. Przecież o komecie można było usłyszeć i przeczytać w czasopismach i radio :-/

Czujcie ducha, Siding Sporing to obecnie taki mały punkcik na nieboskłonie, który, idę o zakład, da się obejrzeć wczesnym wieczorem na zmierzchającym niebie – z dala od świateł, – tak tak, trzeba się wybrać na wycieczkę daleko od większych siedlisk ludzkich. Przerwy w dostawie światła gwiazd powodują interferencje z blaskiem lamp sodowych, które oświetlają ulice naszych miast. Nie jest do końca jasne, czy to akurat ten pierwiastek, ale fakt jest taki, że sód jaśnieje światłem o widmie (kolorze), najbliższym właśnie naszemu poczciwemu białemu światłu słonecznemu.

Gdzie patrzeć - Siding Spring oddala się od MArsa, i mniej więcej przez miesiąc będzie można ją zaobserwować w pobliżu Marsa okiem uzbrojonym w lunetkę. Jeśli jeszcze takiej nie macie - Szybko do sklepów!

Gdzie patrzeć – Siding Spring oddala się od MArsa, i mniej więcej przez miesiąc będzie można ją zaobserwować w pobliżu Marsa okiem uzbrojonym w lunetkę. Jeśli jeszcze takiej nie macie – Szybko do sklepów! Widok nieba mniej więcej o godzinie 8:15 jutrzejszego wieczoru. źródło Stellarium/clrk

Jeśli dalej jesteście ciekawi Siding Spring i chcielibyście ją zobaczyć na własne oczy zarezerwujcie sobie w najbliższym miesiącu wolny weekend i zaopatrzeni choćby w lornetkę szukajcie komety na nocnym niebie. Wypatrujcie pierwszych gwiazd (podpowiem, że każdego wieczoru pojawiają na swoich pozycjach, niezawodne od wielu wielu lat. Siding Springs oddala się od Marsa, który w tej chwili zapala się się nisko nad południowym horyzontem i około 21 wieczorem znika za nim, więc czasu nie ma wiele. Starajcie się znaleźć Drogę Mleczną – Mars znajduje się przed jej płaszczyzną <wink>.

MOM i MAVEN u celu

10 minut przed 5 rano 20 września (naszego czasu), po zapoznaniu się z najnowszymi danymi nawigacyjnymi nadanymi z orbity Marsa piloci MAVEN mogli odetchnąć (pamiętacie szczęśliwe orzeszki – nie mogło ich zabraknąć i tym razem) – blisko 900 kg satelita znalazł się na przewidzianej orbicie dookoła nieporównywalnie cięższego Marsa (jakieś 700 tryliardów razy) 😉 Dzięki znacznej odległości od planety i kosmicznej prędkości MAVEN nie spadnie z głośnym gwizdem na planetę, tylko po tygodniu stabilizacji i testów rozpocznie nieprzerwane obserwacje atmosfery, o co właśnie chodziło zagryzającym solone orzeszki naukowcom ze Stanów.

W związku z sukcesem NASA zorganizowała konferencję, z której mogliśmy dowiedzieć jeszcze raz w zasadzie wszystkiego tego, co już na temat satelity powiedziano. Lot był tak dokładnie wymierzony, że poza manewrem hamującym na koniec i pierwszą korektą tuż po opuszczeniu strefy wpływu grawitacyjnego Ziemi, nie wymagane były żadne dodatkowe odpalania trusterów (niewielkich silników odrzutowych) satelity. Konferencję możecie obejrzeć tutaj.

W międzyczasie do zaorbitowania przygotowują się Hindusi, którzy w tej chwili bacznie obserwują postępy swojego orbitera MOM. Nadzorowany przez Światłych, kierowany przez Młodych po pomyślnej próbie silników odrzutowych, MOM coraz bliżej orbity Marsa rozpisują się na coraz to nowych newsach w internecie. Ja to wszystko bacznie obserwuje bo bardzo ciekawi mnie co też takiego skrywa przed nami Mars. Szkoda, że tak skąpo dzielą się z nami newsami w języku angielskim.

Indie bardzo chcą sięgnąć Marsa jako pierwsze azjatyckie państwo a MOM jest dowodem tej ambicji – cała technologia misji wyprodukowana została na indyjskim subkontynencie. Przypomnę, marsjański program z czasów ZSRR nie wniósł wiele do badań nad Marsem i chyba towarzyszy mu zła passa, którą zaraziły się Chiny, próbując swoich sił w 2009 roku. Chińczycy chcieli na Marsa razem z rosyskim Phobos-Gruntem, który niestety spadł do Pacyfiku wraz z całym ładunkiem badawczym.

Pisząc tego posta mam poczucie, że właśnie dzieje się coś wyjątkowego, niesamowitego – kiedy dwie światowe potęgi, a wręcz olbrzymy (ukłon do T. Hobbes’a Lewiatan) spotykają się na odległym o miliony kilometrów, zupełnie nowym gruncie. Wynik tego spotkania najprawdopodobniej poznają dopiero następne pokolenia, ale coś mi mówi, że odbije się to na instynkcie terytorialnym całego ludzkiego gatunku.

Do tematu satelitów na pewno wrócimy niebawem, do zobaczenia!

622 megabity danych w sekundę z Księżyca

front graphic18. października uruchomione zostało laserowe połączenie między orbitującym Księżyc satelitą LADEE (Lunar Atmosphere and Dust Enviroment Explorer) a placówką NASA White Sands w Nowym Meksyku. Jak wynika z oficjalnego oświadczenia NASA testowana technologia umożliwiła odbiór danych z nieosiągalną dotychczas prędkością transmisji 622 Mb/s. To pewnie 10 razy szybciej niż Wasze domowe łącze internetowe.

Moduł LLCD na pokładzie LADEE. Źródło: NASA

Amerykańska sonda LADEE od września jest na orbicie Księżyca. Oprócz wyposażenia mającego zbadać właściwości znikomej księżycowej atmosfery, na jej pokładzie zainstalowano moduł LLCD (Lunar Laser Communications Demonstration). Zadaniem tej aparatury jest sprawdzenie możliwości lasera w komunikacji kosmicznej. Ten eksperyment ma potrwać 30 dni i jest wstępem przed planowaną na 2017 rok misją NASA Laser Communication Relay Demonstration.

Nie jest tajemnicą, że wydajność wykorzystywanych dotychczas połączeń opartych o fale radiowe przestała wystarczać do przekazywania terabajtów danych (zdjęć, wideo i pomiarów naukowych) z odległych zakątków naszego układu planetarnego. Radio działa po prostu zbyt wolno.

Urządzenia nadawczo-odbiorcze w kompleksie White Sands. Źródło: NASA

Urządzenia nadawczo-odbiorcze w kompleksie White Sands. Źródło: NASA

W obecnej, wczesnej formie komunikacja laserowa pozwala na 15-krotne zwiększenie wydajności (w porównaniu z najnowocześniejszym radiem), ma także inne zalety. Nie jest tak energochłonna (niższe koszty misji), jest bardziej kompaktowa. Mniejsze gabaryty wysyłanego w kosmos wyposażenia komunikacyjnego to dodatkowa przestrzeń na inne narzędzia lub (ponownie) niższe koszty misji. Każdy kilogram ładunku kosztuje agencje średnio 12,34 tyś euro i pozbycie się gabarytowych anten jest priorytetem w budowaniu nowej generacji satelit.

Jakie korzyści przyniesie nam ta technologia? Przede wszystkim powinniście wiedzieć, że laser od dawna wykorzystujemy w komunikacji. Gdyby nie oparta o światłowody infrastruktura, nie było by rozmów międzymiastowych, nie mówiąc o Internetu w tak bogatej (multimedialnie) formie, jaką znacie obecnie. Gdy misje kosmiczne zaczną nadawać swoje odkrycia za pomocą lasera możemy spodziewać się ogromnego wzrostu jakości przekazywanych obrazów. Spodziewajcie się prawdziwych filmów w pełnym 3D i zdjęć o niesamowitej ilości szczegółów.

Webby Awards 2013 dla MSL Cuirosity

48054_10151429631638271_1441731493_n[EDIT] Curiosity zdobyła nagrodę internautów Webby Awards 2013 za obecność w sieciach społecznościowych. To taki internetowy Oscar. Moim zdaniem marsjański  łazik wybitnie wyróżnia się na tle innych misji pod kątem skupiania uwagi internautów i nagroda należała się jak najbardziej.

Brawa dla komórki medialnej JPL w Pasadenie bo to ci goście zapewniają nam większość materiałów, które tłumaczymy na blogu (ale nie wszystkie!). Dzięki za oddane głosy 🙂

Niektórym może to wydawać się dziwne, ale w kategorii nauka i odkrycia marsjański robot doczekał się zaledwie nominacji. Curiosity został pokonany przez TED, serwis dzięki któremu możecie oglądać wykłady i konferencje z praktycznie każdej naukowej dziedziny.

Poprzednią wersję posta przeczytacie klikając poniżej. Pozdrawiam, clrk

Czytaj dalej

Historia poznawania Marsa (część 4)

Nie jest przesadą powiedzieć, że gdyby nie było misji Viking nie byłoby również teraz łazika Curiosity na Marsie. Wielki krok w eksploracji Czerwonej Planety poczyniono właśnie na przełomie lat 70. i 80. Misja Viking – jedna z najambitniejszych dotychczasowych misji, pozwoliła sięgać dalej i odkrywać więcej. Dziś o misji Viking.

Misja Viking dzieliła się na dwa loty. Każdy ze statków Viking 1 i Viking 2 składał się z orbitera i lądownika. Jakkolwiek orbitery korzystały z technologii Marinera, to już lądowniki były konstrukcją tworzoną od nowa. Sondy te były o wiele masywniejsze od swoich poprzedników i już konfiguracja rakiety Atlas – Centaur nie wystarczyła do ich wyniesienia (dużo paliwa bowiem wymagały lądowniki i samo hamowanie dużej masy podczas dotarcia w pobliże Marsa). Zastosowano więc kombinację Titan IIIE – Centaur.

Lądowniki Viking miały bazę aluminiową, wspieraną przez trzy rozkładane nogi. Instrumenty naukowe były przymocowane do górnej podstawy lądowników. Energię do każdego z nich dostarczały radioizotopowe termogeneratory elektryczne (RTG) (podobnie jak w misji MSL, o czym można przeczytać tutaj)

Na tej marsjańskiej mapie czerwonym prostokątem zaznaczony został obszar lądowania VIkinga 2 - Utopia Planitia.

Na tej marsjańskiej mapie czerwonym prostokątem zaznaczony został obszar lądowania VIkinga 2 – Utopia Planitia.

Zdjęcie przedstawia wygląd orbitera misji Viking - projekt zaczerpnięty z wcześniejszych Marinerów.

Zdjęcie przedstawia wygląd orbitera misji Viking – projekt zaczerpnięty z wcześniejszych Marinerów.

dostarczające energii o mocy 30 W i pod napięciem 4.4 V. RTG zasilał izotop Pluton 238. Generatory umieszczone zostały po przeciwnych stronach, osłonione wiatrochronami. Dodatkowym wyposażeniem były niklowo-chromowe baterie wielokrotnego ładowania.

Napęd orbitera składał się z rakiet na hydrazynę (N2H4) umieszczonych w 4 klastrach wokół lądownika po 3 dysze w każdym. Jednostką napędową lądownika były trzy 6-dyszowe zestawy silników na hydrazynę.

Viking 1 wystartował 20 sierpnia 1975 roku, Viking 2 natomiast 9 września tego samego roku. Viking 1 dotarł do planety 19 czerwca 1976 i pierwszy miesiąc przeznaczył na fotografowanie powierzchni by znaleźć odpowiednie miejsca dla lądowania swojego lądownika i tego już dolatującego z misji Viking 2. 20 lipca lądownik Viking 1 osiadł na Złotej Równinie. Viking 2 wszedł na marsjańską orbitę 7 sierpnia. Wylądował 3 września po drugiej stronie marsjańskiego globu na Utopia Planitia (grafika obok).

Głównymi celami misji było dostarczenie zdjęć wysokiej rozdzielczości z powierzchni Marsa, zbadanie składu i struktury marsjańskiej gleby, kompozycji chemicznej atmosfery oraz puszukiwaniu śladów życia. Oba lądowniki były wyposażone w sejsmometry (w Vikingu 1 zawiódł) i przyrządy pomiarów meteorologicznych.

Misja ta była przełomem, gdyż dostarczyła najbardziej w tym czasie kompletnego obrazu Marsa. Nie należy nie docenić misji orbiterów. One bowiem wysłały tysiące zdjęć odkrywając wiele charakterystycznych struktur: wulkany, kaniony, ogromne kratery, obiekty uformowane przez wiatr, dowody na istnienie niegdyś wód powierzchniowych, równiny lawowe. Zdjęcia wyraźnie podzieliły obszar planety na równinną północ i wysokie, kraterowe południe.

Lądowniki zmierzyły temperatury od -123 C do -23 stopni Celsjusza. Zaobserwowały sezonowe burze piaskowe, zmiany ciśnienia atmosferycznego, i przepływ gazów atmosferycznych między biegunami.

Głośnym i do dziś spornym odkryciem był wynik jednego z eksperymentów, który odkrył życie na Marsie. Do dziś naukowcy nie są zgodni co do niego. Wielokrotnie podważane wyniki, zostały w końcu oddalone oficjalnie przez NASA. Dziś jasno stwierdza się, że żaden z lądowników Vikinga śladów życia nie wykrył.

W następnych odcinkach serii lata 80. i 90. W tym pierwszy marsjański łazik.

Na podstawie:

Najstarszy marsjański meteoryt odsłania przeszłość Czerwonej Planety

NWA 7034 meteorite water rich NASA COSMOS Science Magazine

źródło: NASA

Wielu naukowców wierzy, że Mars w przeszłości był ciepły i wilgotny, nie wiadomo jednak co spowodowało, iż obecnie jest jałową i zimną pustynią. C. Agee, naukowiec badający NWA 7034, w wywiadzie dla space.com stwierdził, że zawiera on kluczowe wskazówki do rozwiązania marsjańskiej zagadki. Szyfr NWA 7034 to oznaczenie marsjańskiego meteorytu, znalezionego w grudniu 2011 roku na pustyni Sahara.

Wiek skały ocenia się na 2,1 miliarda lat. Jest to najstarszy meteoryt marsjański, jaki zbadano na Ziemi. Do tej pory na naszą planetę spadło blisko 100 marsjańskich kamieni, wszystkie należą do tzw. grupy SNC i nie są starsze niż 1,6 miliarda lat. Wraz z odkryciem NWA 7034 pojawia się szansa zajrzenia dalej wstecz w historię Czerwonej Planety.

A jest na co patrzeć. W porównaniu ze skałami SNC omawiany meteoryt zawiera 10 razy więcej cząsteczek wody. Przypuszcza się, że pochodzi on z powierzchni planety i uformował się na skutek stygnięcia lawy w obecności wody.

„To najbogatszy geochemicznie marsjański meteoryt i można się spodziewać że dalsze badania przyniosą wiele niespodzianek” powiedział współautor badania, A. Stelle. Możliwe, że analiza tej skały otworzy nową (przeszłą) epokę w dziejach Czerwonej Planety nazwaną Amazońską.

Sprawdziłem w słowniku znaczenie słowa – w starożytnej grece określenie amazon oznaczało kobietę bez piersi i nijak nie pasuje do poszukiwanych ciepłych i wilgotnych warunków na Marsie. Chyba raczej chodzi o porównanie z Amazonią, która jest najbogatszym w florę i faunę rejonem na Ziemi. Nie mogę się doczekać kolejnych rewelacji z poszukiwania śladów życia w naszym bezpośrednim planetarnym sąsiedztwie.

na podst. cosmosmagazine.com

Historia poznawania Marsa (część 3)

Wczesne misje lat 60. udawały się rzadko. Ale powodzenia niektórych udowodniły, że istnieje techniczna możliwość precyzyjnego wysyłania statków w kierunku Czerwonej Planety. Pierwszą dobrze nakierowaną sondą był Mars 1 – borykała się ona jednak z wyciekiem w silnikach, i tylko dzięki żyroskopom udało się utrzymać jej panele w kierunku Słońca. Ostatnie dane wysłała 193 000 km od Marsa. Dzisiaj kolejny odcinek historii: lata 60. i 70.

W 1964 Rosjanie w ramach programu Zond dokonali kolejnej próby wysłania statku do przelotu obok Marsa. To była już 5. próba marsjańska w wykonaniu Związku Radzieckiego. Można ją sklasyfikować do częściowo udanych, bo choć po manewrze korekty trajektorii w połowie drogi na Marsa stracono z nią łączność i mimo awarii jednego ze skrzydeł paneli słonecznych zbliżyła się ona do Marsa na odległość 1500 km.

Kolejne misje nadeszły w 1969. Po dwa próbniki przygotowali zarówno Rosjanie jak i Amerykanie. W lutym wypuszczono w kosmos sondę Mariner 6. Była to sonda, którą objęła zasadnicza rewolucja techniczna – możliwość przeprogramowania próbnika już w trakcie misji dzięki otwarciu ogromnej anteny do bezpośredniej komunikacji ze statkami w głębokiej przestrzeni kosmicznej na pustyni Mojave (Goldstone Deep Space Communication Complex). Mariner 6 przeleciał 3500 km od planety. Druga identyczna misja została zapoczątkowana miesiąc później. Próbnik Mariner 7 zbliżył się do Marsa na tę samą odległość co jego poprzednik. Oba statki wykonały kompleksowe badania składu atmosfery Marsa, potwierdzili brak w niej azotu i warstwy ozonowej, która mogłaby chronić potencjalne organizmy przed promieniowaniem ultrafioletowym, zmierzyły również ciśnienie, temperatury i wykonały 200 bardzo dokładnych zdjęć powierzchni. (więcej informacji w jęz. angielskim tutaj: http://history.nasa.gov/mariner.html)

Amerykański statek przeleciał w pobliżu Marsa 31 lipca 1969 roku.

Amerykański statek przeleciał w pobliżu Marsa 31 lipca 1969 roku.

Jeżeli chodzi o dwie wspomniane próby rosyjskie: obie zakończyły się porażką. 5 – tonowe orbitery Mars 1969A i 1969B zostały stracone na skutek wybuchów nowo-zaprojektowanej rakiety Proton.

Kolejne okno startowe otworzyło się w roku 1971. Wtedy też Amerykanie po raz pierwszy spróbowali wysłać orbitera marsjańskiego. Sztuka ta dotychczas się nie udała nie z winy samego satelity, ale z winy rakiety (misje Mars 1969A i 1969B), tym razem zdarzyło się tak samo. Mariner 8 spadł do Atlantyku na skutek awarii nosiciela. Nie warty dłuższego wywodu jest start pierwszego potencjalnego lądownika – Kosmos 419. Statek ten nie odczepił się od rakiety i po dwóch dniach orbitowania wpadł w ziemską atmosferę.

Ale już dwa majowe, bliźniacze statki Mars 2 i Mars 3 z częściowym powodzeniem zrealizowały swoje cele. Sondy te składały się z lądownika i orbitera. O ile przy lądowaniu Mars 2 lądownik roztrzaskał się o powierzchnię (awaria rakiet hamujących), a lądownik misji Mars 3 działał przez 15 sekund i wysłał jedno zdjęcie (powodem była prawdopodobnie burza piaskowa) to już orbitery obu misji działały bez zarzutu. Okrążały Marsa długo, wykonały łącznie 60 dobrych zdjęć, wykryły obecność tlenu i wodoru w górnych partiach atmosfery, stwierdziły zmienność temperatur w zakresie od -110 do 13 stopni Celsjusza, dały też informacje o marsjańskim polu grawitacyjnym i magnetycznym.

Zdjęcie przedstawia model lądownika Mars 3. Był on pierwszym ludzkim obiektem, któremu udało się miękko wylądować na powierzchni Marsa, choć działał tylko 15 sekund.

Zdjęcie przedstawia model lądownika Mars 3. Był on pierwszym ludzkim obiektem, któremu udało się miękko wylądować na powierzchni Marsa, choć działał tylko 15 sekund.

Gdy na Marsie panowała potężna burza piaskowa z wiatrami dochodzącymi do prędkości 180 km/h, na jej orbitę po udanym starcie i tylko jednej korekcie kursu dotarł Mariner 9. Stał się on pierwszym amerykańskim orbiterem innej niż Ziemia planety. Mariner 9 był ogromnym sukcesem amerykańskiej inżynierii. Z uwagi na panującą burze piaskową, został przeprogramowany, by mógł rozpocząć badania po jej ustąpieniu. Przesłał łącznie prawie 7 500 zdjęć. Odkrył systemy kanionów, suche koryta rzek, wulkany i zrobił pierwsze wysokiej rozdzielczości zdjęcia księżyców Marsa.

Lato roku 1973 należało do Związku Radzieckiego. Pierwszy, Mars 4 doleciał do Marsa, ale nie wszedł na orbitę z powodu awarii silników. Mars 5 był misją przygotowawczą pod Mars 6 i 7. Wykonał serię zdjęć dla następnych misji. W sierpniu wysłana została misja Mars 6. Statek zgodnie z planem wszedł na orbitę marsjańską i wypuścił lądownik. Ten jednak zdołał jedynie wysłać trochę danych z fazy wejścia w atmosferę. Mars 7 to kolejne niepowodzenie – z powodu błędu w chipie komputerowym statek 4 godziny za wcześnie wypuścił swój lądownik. Oba elementy zostały na orbitach heliocentrycznych.

Po roku 1973 nastąpiła przerwa w misjach marsjańskich. Trwała aż do 1978 roku. Warto było jednak czekać, gdyż na przełomie dekad doczekaliśmy się przełomowej misji lądowników Viking – najdroższej i skończonej ogromnym sukcesem. O tym napiszemy w kolejnym odcinku.

źródła:

Kilka słów o MAVEN

MAVEN (Mars Atmosphere and Volatile EvolutioN) to część programu eksploracji Marsa NASA Mars Scout. Przedmiotem badań satelity będą wyższe warstwy atmosfery i jonosfera oraz wpływ słońca i wiatru słonecznego na tę kosmiczną granicę Marsa.

Naukowcy chcą dowiedzieć się jaką rolę w historii planety odgrywała utrata gazów atmosferycznych (CO2, O2, H2O), które prawdopodobnie w przeszłości w znacznych ilościach uleciały w kosmiczną próżnię. Jak zwykle, głównym tematem będzie próba odkrycia czy planeta była kiedykolwiek zamieszkała. Misja ma wystartować w 2013 roku.

Satelita jest montowany w laboratorium Centrum Lotów Kosmicznych im. R.H. Goddarda. Na „halę montażową” właśnie dotarł pierwszy z trzech modułów badawczych MAVEN – zestaw Remote Sensing, w którego skład wchodzą spektrograf promieniowania UV IUVS i komputer kierujący pracą tego „oka” satelity, RSDPU. Urządzenia zostały wykonane w Laboratory of Atmospheric and Space Physics Uniwersytetu Kolorado.

Nick Schneider, kierujący zespołem IUVS,wyjaśnia: IUVS pozwala badać planetę i jej atmosferę na odległość, poprzez światło które  ona emituje. Dzięki pewnym właściwościom ultrafiolet zdradza stan atmosfery. Na tej podstawie nasz instrument jest w stanie dostarczyć globalnego tła do badań miejscowych prowadzonych przez resztę wyposażenia.

Dwa inne moduły badawcze w które będzie wyposażona MAVEN to Particles and Field Package oraz Neutral Gas and Ion Mass Spectrometer. Będziecie mogli przeczytać o nich więcej na stronie gdy tylko natrafię na coś wartego przetłumaczenia 😉 Zapraszam!

źródło: NASA Goddart Space Flight Center