Misja analogiczna na biegunie południowym

astro-369299-590x300Podróż na Marsa zaczyna się długo przed oderwaniem marsjańskiego lądownika od powierzchni Ziemi. Amerykańska agencja NASA rozpoczęła przygotowanie astronautów do marsjańskiej wyprawy na rodzimym gruncie. Przed nimi długie miesiące odosobnienia, zamknięcia i kontaktu z ekstremalnym środowiskiem (w angielskim artykule trzy czynniki ukrywają się pod akronimem ICE – Isolation, Conifinement, Extreme Enviroment). Jest miejsce na naszej planecie, które zdaje się idealnie odwzorowywać te warunki – Antarktyda.

NASA i National Science Foundation współpracują z Uniwersytetem w Houston. Celem jest powołanie eksperymentalnej kolonii w okolicach Bieguna Południowego. Eksperyment pod kierownictwem dr. Candice Alfano z uniwersytetu w Houston będzie badał ochotników przebywających długie miesiące na Antarktydzie.

Izolację i zamknięcie stosunkowo łatwo osiągnąć planując badania behawioralne. Przykładem może być więzienny eksperyment St. Milgrama z uniwersytetu w Stanford z lat 70-tych ub. wieku.  Środowisko ekstremalne natomiast jest czymś, co wymaga znacznie większych nakładów, niż opuszczona piwnica. Dlatego NASA zdecydowała się na Biegun Południowy. Antarktyda wydaje się idealnym miejscem. Czasami nazywana „białym Marsem” stanowi kontynent nieomal w całości pokryty lodem. Z tego miejsca po prostu nie da się wyjechać. Niezależnie od twojej kondycji psychicznej, zdrowia czy osobistej sytuacji, w trakcie trwania eksperymentu nie ma mowy o powrocie do domu – chwali uroki lokalizacji Lisa Spence, project manager misji analogowych NASA. Takie zasady zbliżają warunki badania do podróży kosmicznej. Nastawienie uczestników znacznie się zmienia, kiedy zdają sobie sprawę że nie ma odwrotu.

zrzut-ekranu-2016-09-20-o-21-50-07

Model 3D bazy misji analogowej ICE

Jak bardzo ekstremalne warunki mają na myśli badacze? 98% kontynentu otaczającego Biegun Południowy pokrywa lód. Wieją tam ekstremalnie silne wiatry, a średnia temperatura waha się w przedziale od -49 do -26 st. C. To najzimniejsze miejsce na Ziemi. W czasie zimowych miesięcy Słońce nie wschodzi ponad horyzont od kwietnia do września. W trakcie Nocy Polarnej lądowanie samolotem albo statkiem w te okolice to duże ryzyko. Jeśli trafiłeś tutaj właśnie zimą, to może się okazać że do domu wrócisz najwcześniej wiosną następnego roku.

Astronautka NASA Christina Hammcock-Koch spędziła wiele miesięcy na różnych stacjach polarnych asystując naukowcom w badaniach na odległość. Spędziła okrągły rok na Biegunie Południowym. Przez długie miesiące nie widzisz słońca, tylko te same twarze innych mieszkańców Bieguna. Nie odbierasz poczty, odżywiasz się wyłącznie suszonym prowiantem. Izolacja i brak bliskich osób oraz monotonność każdego kolejnego dnia to rzeczy, z którymi musisz nauczyć się dawać radę – skrótowo opisuje swoje doświadczenie.

mcmurdo-from-ob-hill

Amerykańska baza arktyczna McMurdo

Pozostawiona w takim nieciekawym położeniu Hammcock wypracowała metody, które pomogły jej nie wypaść z rytmu. Oparcie znalazła w wysiłku fizycznym, hobby i kontakcie z innymi uczestnikami badania. Przede wszystkim astronautka nauczyła się nie myśleć o rzeczach, za którymi tęskni i skupiała się wyłącznie na swojej pracy. Nauczyła się doceniać swoje nieciekawe położenie – świadoma, że może tam więcej nie wrócić, starała się zarejestrować jak najwięcej detali swojego lodowego domu.

Badanie uniwersytetu w Houston, NASA i NSF ma wystartować w lutym 2017 roku. 110 uczestników zamieszka w okolicach Bieguna Południowego i na amerykańskiej stacji polarnej McMurdo. W McMurdo przebywa zwykle około 250 osób i ewakuacja zimą choć trudna, jest możliwa. Takiego luksusu brakuje na środku kontynentu. 

Obserwując mieszkańców obydwu stacji badacze chcą lepiej zrozumieć źródła i mechanizmy psychiczne związane ze przeżywaniem stresu. Badani będą co jakiś czas wypełniać kwestionariusze psychologiczne i oddawać próbki śliny. Na celowniku psychologów znajdzie się też dobowy cykl snu/jawy uczestników. Dzięki badaniu zamierzają wypracować wiarygodny test do szacowania poziomu stresu i zdrowia psychicznego.quzwndgqd

Test, jeśli okaże się skuteczny, pomoże w szybkim rozpoznaniu potencjalnych zagrożeń ze strony kondycji psychicznej astronautów. Szybkie rozpoznanie umożliwi podjęcie odpowiednich kroków, które zabezpieczą podróżników przed skutkami nieciekawych kryzysów psychicznych. Badacze wskazują szereg innych zastosowań – choćby w wojsku i wszedzie, gdzie ważne jest umiejętne zarządzanie zasobami ludzkimi.

Jednocześnie w planach NASA znajduje się trening personelu medycznego, przygotowujący ratowników medycznych do pracy w warunkach ICE. Niewykluczone, że któryś z chirurgów – uczestników eksperymentu w przyszłości weźmie udział w prawdziwej misji na Marsa.

Więcej o misji analogowej znajdziecie w googlach pod hasłem Characterizations of Psychological Risk, Overlap with Physical Health, and Associated Performance in Isolated, Confined, and Extreme (ICE) Environments. Ewentualnie zaglądajcie do nas. Stronę w miarę możliwości (czasu, chęci i newsów) będziemy aktualizować.

na podst. NASA News Washington DC

Reklamy

MOM i MAVEN u celu

10 minut przed 5 rano 20 września (naszego czasu), po zapoznaniu się z najnowszymi danymi nawigacyjnymi nadanymi z orbity Marsa piloci MAVEN mogli odetchnąć (pamiętacie szczęśliwe orzeszki – nie mogło ich zabraknąć i tym razem) – blisko 900 kg satelita znalazł się na przewidzianej orbicie dookoła nieporównywalnie cięższego Marsa (jakieś 700 tryliardów razy) 😉 Dzięki znacznej odległości od planety i kosmicznej prędkości MAVEN nie spadnie z głośnym gwizdem na planetę, tylko po tygodniu stabilizacji i testów rozpocznie nieprzerwane obserwacje atmosfery, o co właśnie chodziło zagryzającym solone orzeszki naukowcom ze Stanów.

W związku z sukcesem NASA zorganizowała konferencję, z której mogliśmy dowiedzieć jeszcze raz w zasadzie wszystkiego tego, co już na temat satelity powiedziano. Lot był tak dokładnie wymierzony, że poza manewrem hamującym na koniec i pierwszą korektą tuż po opuszczeniu strefy wpływu grawitacyjnego Ziemi, nie wymagane były żadne dodatkowe odpalania trusterów (niewielkich silników odrzutowych) satelity. Konferencję możecie obejrzeć tutaj.

W międzyczasie do zaorbitowania przygotowują się Hindusi, którzy w tej chwili bacznie obserwują postępy swojego orbitera MOM. Nadzorowany przez Światłych, kierowany przez Młodych po pomyślnej próbie silników odrzutowych, MOM coraz bliżej orbity Marsa rozpisują się na coraz to nowych newsach w internecie. Ja to wszystko bacznie obserwuje bo bardzo ciekawi mnie co też takiego skrywa przed nami Mars. Szkoda, że tak skąpo dzielą się z nami newsami w języku angielskim.

Indie bardzo chcą sięgnąć Marsa jako pierwsze azjatyckie państwo a MOM jest dowodem tej ambicji – cała technologia misji wyprodukowana została na indyjskim subkontynencie. Przypomnę, marsjański program z czasów ZSRR nie wniósł wiele do badań nad Marsem i chyba towarzyszy mu zła passa, którą zaraziły się Chiny, próbując swoich sił w 2009 roku. Chińczycy chcieli na Marsa razem z rosyskim Phobos-Gruntem, który niestety spadł do Pacyfiku wraz z całym ładunkiem badawczym.

Pisząc tego posta mam poczucie, że właśnie dzieje się coś wyjątkowego, niesamowitego – kiedy dwie światowe potęgi, a wręcz olbrzymy (ukłon do T. Hobbes’a Lewiatan) spotykają się na odległym o miliony kilometrów, zupełnie nowym gruncie. Wynik tego spotkania najprawdopodobniej poznają dopiero następne pokolenia, ale coś mi mówi, że odbije się to na instynkcie terytorialnym całego ludzkiego gatunku.

Do tematu satelitów na pewno wrócimy niebawem, do zobaczenia!

Na Marsa w mniej niż 3 miesiące

Innowacyjny silnik w laboratorium w Waszyngtonie

Innowacyjny silnik w laboratorium w Waszyngtonie

Witajcie! To nie mój przyjacielski chochlik tak skrócił podróż w kierunku najbliższej planety.

Według naukowców z Uniwersytetu w Waszyngtonie rakieta napędzana zjawiskiem fuzji pozwoliłaby dotrzeć tam w takim właśnie stosunkowo krótkim czasie. To duży skok w porównaniu z około 2 letnim lotem z zastosowaniem obecnej technologii rakiet napędzanych paliwem chemicznym. Szacuje się, że na podróż w dwie strony należałoby wydać 12 miliardów $. Nowa technologia ma znacznie zmniejszyć te potrzeby.

Nowy napęd nie opuścił jeszcze laboratorium, ale już wzbudził nadzieje NASA. Pomysł waszyngtońskich naukowców został wybrany jako jeden spośród blisko 700 startujących w konkurcie Innovative Advanced Concepts Program realizowanym przez amerykańską agencję. Chodzi o wynalezienie i rozwinięcie technologii wykorzystywanej w badaniach kosmicznych.

Każdy zgłoszony projekt musi spełniać szereg założeń, między innymi jego koncepcja i rozwiązanie praktyczne mają być proste w swoich założeniach – nie chcemy wysyłać ludzi w rzakietach, których nie będą potrafili naprawić, prawda? I tu pojawia się mój problem, ponieważ koncepcji Fussion Driven Rocket (tak nazwali swój pomysł naukowcy) nie mogę pojąć, choć silę się na to cały weekend. Dla bardziej zainteresowanych daje odnośnik do papieru prezentującego założenia napędu (potrzebna znajomość języka angielskiego, dajcie znać gdyby link wygasł). Silnik produkuje odrzut w wyniku zachodzących po sobie kolejno 3 krokach kompresji materii do stanu plazmy i pojawia się w regularnych odstępach czasu 😉

Jak wspomniałem korzyści z zastosowania FDR mają być ogromne. Drastycznie zmaleje ilość paliwa potrzebnego do zabrania na drogę – podobno ziarnko poiasku materii zasilającej ten silnik dostarczy więcej mocy od galonów konwencjonalnego paliwa rakietowego. Wysokoenergetyczną plazmę od reszty układu ma izolować silne pole magnetyczne, więc cały napęd ma być bezpieczny. Energia pochodząca z fuzji jądrowej ma być tania, ale nie dość duża by wykorzystać ją do produkcji bomb – zapewniają naukowcy.

Na kanale Youtube można pooglądać udostępnione przez badaczy symulacje i inne klipy związane z pomysłem FDR. Napęd został oficjalnie zaprezentowany w trakcie wiosennego sympozjum IACP w Chicago w marcu tego roku.

Uprawa roślin w warunkach mikrograwitacji

źródło: NASA

źródło: NASA

Dobra wiadomość dla wszystkich myślących o długotrwałych lotach kosmicznych. Nie musicie martwić się o zapasy żywności – o ile znacie się trochę na uprawianiu roślin. Po blisko dwóch latach badań na pokładzie stacji orbitalnej ISS wiadomo, że brak grawitacji nie przeszkadza w rozwoju rośliny.

Eksperyment kierowany zdalnie przez naukowców z Florydy miał wykazać, jak w warunkach mikro grawitacji rozwijają się korzenie rośliny rzodkiewnika pospolitego. Naukowcy doglądali uprawy, co 6 godzin odbierając zdjęcia wysłane ze stacji. Jednocześnie w podobnych warunkach (tylko że z wpływem grawitacji) uprawiali te same rośliny na Ziemi. Następnie porównywali korzenie obydwu egzemplarzy hodowlanych. Nie wykazały żadnych znaczących różnic.

Do tej pory uważano, że to przyciąganie ziemskie w znaczący sposób wpływa na kierunek, w jakim roślina rozwija swoją podziemną część. Teraz wiemy, że „zapuszczanie korzeni”  powodowane jest poszukiwaniem wilgoci i wartości odżywczych oraz ucieczką od światła.

Nie widzę przeszkód dla uprawy roślin podczas długotrwałej misji na Marsa w warunkach mikro grawitacji lub w warunkach obniżonej grawitacji, np. w specjalnych szklarniach na powierzchni Marsa lub Księżyca podsumowała swoje badania Anna-Lisa Paul.

Abstrakt artykułu naukowego możecie pobrać z serwera biomedcentral.com.

na podst. news.nationalgeographic.com

ENTRY czyli wejście w atmosferę Marsa

W poprzednim poście krótko napisałem o budowie kosmicznego „pocisku”, którym łazik Curiosity mknie na Marsa z zawrotną prędkością około 20 tyś. km na godzinę. W następnych 3 postach postaram się przybliżyć Wam procedurę bezpiecznego lądowania na planecie.

Entry to pierwsze 4 z 7 bardzo dokładnie przemyślanych „minut grozy”, w trakcie których pojazd zwolni wprost do 0. Bardzo karkołomny manewr, nad którym mają zapanować zaprogramowane układy kapsuły. Tutaj, na Ziemi nie będziemy mieli żadnego wpływu na przebieg lądowania. Sygnał radiowy oznajmiający wejście kapsuły w atmosferę Czerwonej Planety dotrze na Ziemie kilka minut zetknięciu się Curiosity z powierzchnią Marsa.

W tej chwili w JPL w Pasadenie trwają ostatnie przygotowanie do tego momentu. Wczoraj ponownie uruchomione pędniki rakietowe zmieniły prędkość obrotową robota (w tej chwili kapsuła wykonuje 2 obroty na minutę) i nakierowały go dokładnie w miejsce zetknięcia z atmosferą. Na dwie godziny przed wejściem pojazdu w atmosferę rakiety zatrzymają całkiem ruch obrotowy kapsuły, wtedy też zostanie odłączona cruise stage.

Tuż przed wejściem w atmosferę „nos” żaroodpornej tarczy zostanie ustawiony odpowiednim kątem – manewr uda się wykonać odrzucając dwa, 75 kilogramowe „balansy”. Miejsce zetknięcia z atmosferą wyliczono jako punkt znajdujący się 131 km nad miejscem lądowania.

Siły działające na kapsułę MSL w chwili wejścia w atmosferę

W chwili wejścia w marsjańską atmosferę kapsuła nie zachowuje się jak spadający kamień. Kąt natarcia oraz prędkość i rzadka atmosfera planety wytworzą siłę nośną – będzie ona leciała, powoli hamując w rzadkim marsjańskim powietrzu. Taki stan umożliwi niewielką kontrolę lotu MSL, kapsuła będzie mogła poruszać się w górę, dół i na boki, w zależności od wskazań komputera. Nawigacja będzie przebiegać w oparciu o stałe – punkt wejścia w atmosferę, mapę planety jak i informacje o ruchu kapsuły, dostarczone przez żyroskopy. Zastosowanie tego rozwiązania (guided entry) jest pionierskie w dziejach podboju kosmosu i pozwoliło na znaczne zawężenie obszaru, w jakim robot zetknie się z powierzchnią. Dopóki nie otworzy swojego spadochronu, wpływ atmosfery jest w pełni korygowany przez decyzje komputera.

Wielkość robota, kąt natarcia, masa i niespotykana prędkość ok. 6km na sekundę biją na głowę wszystkie wartości, jakimi charakteryzowały się inne misje lądujące na Marsie. Wszystko to zmusiło inżynierów NASA do wybudowania maksymalnie lekkiej i efektywnej osłony termicznej. Zastosowana w przypadku MSL „muszla” zbudowana jest z nowoczesnych materiałów PICA (Phenolic Impregnated Carbon Ablator). Średnica tej osłony wynosi 4,5 m.

W 75 sekund po wejściu w atmosferę planety osłona ta osiągnie szczytową temperaturę ponad 2100st Celsjusza – większą od temperatury stopionej lawy. Konstrukcja osłony zapobiega przedostaniu się tego żaru do wnętrza kapsuły. W skutek hamowania atmosferycznego kapsuła MSL wytraci 90% prędkości a przeciążenie jakie wytworzy manewr może wynieść do 15g!  90 sekund po wejściu MSL przestaje zwalniać. W tym momencie jego prędkość powinna wynosić około 1500 km na godzinę – najwyższa pora otworzyć spadochron.

Zanim statek przejdzie do fazy zejścia (descent), pozbędzie się jeszcze kilka kilogramów „zbędnego” ładunku. Na tę chwilę kapsułę MSL wyposażono w 6 25kg obciążników po przeciwnej stronie do poprzednio wyrzuconych balansów. Na potrzeby lądowania zabrano w sumie 300 kg dodatkowego, „martwego” ładunku! Przy cenie 16000 $ za każdy wyniesiony w kosmos kilogram taka ilość może dziwić. Niestety, Wielkie Rzeczy wymagają wielkich pieniędzy (i poświęceń – przyp. autor:)).

Tym razem zmiana środka ciężkości ma umożliwić lot, który nazwano SURF (Strighten Up and Fly Right). Przy okazji, kapsuła obróci się o 180 stopni, celując radarem powierzchniowym we właściwą stronę. Za chwilę odpalone ładunki wystrzelą spadochron, o czym napiszę w następnym poście.

na podst. MSL Press Kit

Gotowy do lądowania?

Od czasu ostatniej korekty lotu 26. czerwca, zespół pilotów kierujących misją MSL przygotowuje się do lądowania na Marsie. To najtrudniejsza część misji, od której zależy jej dalsze powodzenie. Nastroje w JPL w Pasadenie muszą być napięte do granic możliwości, w końcu waży się teraz przyszłość ludzi odpowiedzialnych za misję oraz ogromnych pieniędzy, jakie NASA przeznaczyła na wystrzelenie Curiosity w kosmos.

11. lipca robot wykonał niewielki manewr poprawiając swoją pozycję względem Ziemi. Po tej korekcie antena średniego zysku celuje dokładnie w tarczę naszej planety, co usprawniło komunikację między Ziemią a robotem. Naukowcom zależało na dobrym połączeniu, na następny dzień zaplanowano testy wszystkich podzespołów potrzebnych do wykonania sekwencji EDL – wejścia w atmosferę, zejścia na niewielką wysokość i lądowania.

Jak widzieliście na  tym filmie cała procedura nie jest wcale prosta i jej powodzenie zależy od prawidłowego działania wyposażenia MSL a dokładniej kolejno uruchamianych z dokładnością co do sekundy mechanizmów . Dla przykładu otwarcie kapsuły w którą „zapakowane” są robot i powietrzny żuraw czy wystrzelenie spadochronu wymagają odpalenia niewielkich ładunków wybuchowych, których na pokładzie kapsuły MSL jest aż 76. Te petardy i wiele innych technikaliów sterowanych przez komputer pokładowy mają zapewnić łazikowi bezpieczne lądowanie na Marsie. Trzymajacie kciuki!

W najbliższym czasie postaram się przybliżyć Wam plan „7 minut strachu” czyli procedury EDL. Do usłyszenia!

Telerobotyka w służbie podboju kosmosu

Telerobotyka to bardzo szybko rozwijająca się dziedzina nauki mająca korzenie w latach 60. ubiegłego stulecia.  Zajmuje się tworzeniem zdalnie sterowanych robotw, które mogą „na odległość” wykonywać prace, np. w miejscach niedostępnych albo niebezpiecznych. Pierwsze tele-ramie  służyło do pracy z materiałami radioaktywnymi­­­­­­ i od dzisiejszych urządzeń tego typu różniło się tylko brakiem jakichkolwiek układów scalonych.

Większość sond wysyłanych przez człowieka w kosmos to w mniejszym lub większym stopniu zdalnie sterowane roboty. Na Ziemi telerobotyka odnosi coraz większe sukcesy w badaniach morskich głębin, wojsku a nawet chirurgii. Wszech dostępna sieć Internet pozwala na połączenie się z urządzeniem na drugim końcu świata, a coraz większe prędkości transmisji poprawiają jakość tego połączenia. Jakość jest ważna z punktu widzenia doświadczeń sterującego robotem – powinien on czuć się, jakby był „w skórze” sterowanego robota.

telerobotyka

źródło: NASA GSFC

Tutaj właśnie pojawia się problem z badaniami kosmosu. Praca zdalna nie znosi opóźnień. Opóźnienia to czas, jaki sygnał radiowy potrzebuje aby dotrzeć od pilota do zdalnie sterowanego urządzenia. Do tej pory nie udało się wynaleźć komunikacji szybszej niż światło. Przykładowo opóźnienia w komunikacji Ziemia-Mars mogą wynosić od 8 do 20 minut, w zależności od położenia planet. Jakie to ma konsekwencje? Daniel Lester z Uniwersytetu Teksańskiego w Austin tłumaczy „Tu, na Ziemi, zdalne zawiązanie krawata zajęłoby mi około 30 sekund. Przy 3 sekundowym opóźnieniu ten sam krawat wiązałbym już 10 minut”.

Problem ten poruszono na specjalnym sympozjum NASA Goddard Space Flight Center poświęconym telerobotyce. Naukowcy są zdania, że przyszłość eksploracji innych światów to w pierwszej kolejności posługiwanie się sterowanymi zdalnie robotami. Ludzie, kierujący tymi urządzeniami mieliby pozostać w statkach na orbicie obcej planety. Niewielki dystans między robotem a jego pilotem jest konieczny dla powodzenia misji. Dopiero po takim wstępnym badaniu będzie można podjąć decyzję o zejściu na powierzchnię.

Lunokhod-1, Radziecki telerobot

Poligonem doświadczalnym mają być Ziemia i Księżyc. Tu, na Ziemi piloci mieliby uczyć się prowadzić roboty z sztucznym opóźnieniem, następnie trening ten przeniósłby się na Księżyc, gdzie sygnał radiowy wędruje aż 3 sekundy. Trening obejmowałby również kierowanie łazikiem księżycowym z orbity.

David Lester jest zdania, że zdobywanie kosmosu jest nierozłącznie związane z telerobotyką. „Kiedy już zdobędziemy Wenus, cały kosmos stanie przed nami otworem.” I dodaje „Nurkowanie w jeziorach metanu na Tytanie? Żaden problem”.

Z niecierpliwością czekam na pierwszą „Tele-relację” z Marsa. Jeszcze 2 miesiące!

Źródło: http://www.newscientist.com/

Druga korekta lotu MSL

Wczorajszy (26. marca) manewr korygujący przebiegł zgodnie z planem. To druga z serii sześciu korekta poprawiająca trasę lotu kapsuły z łazikiem Curiosity dokładniej w tarczę Marsa.

Manewr składał się z dwóch etapów:  pierwszy zmienił prędkość obracania się kapsuły względem własnej osi, drugi minimalnie przesunął kierunek lotu. Cały manewr trwał około 9 minut i składał się z serii 60 impulsów uruchamianych kolejno silników.

Poruszając się aktualnym torem Curiosity minąłby się z docelowym punktem w atmosferze Marsa o 5 tyś. km, docierając tam 20 minut za wcześnie. Dlatego NASA planuje jeszcze 4 korekty. „W tej chwili jesteśmy znacznie bliżej trafienia w dokładnie zaplanowanym momencie” zapewnia Tomas Martin-Mur, szef teamu nawigacyjnego.

Przypomnę, korekty wynikają z potrzeby przybycia na planetę w zaplanowanym czasie (wcześnie rano 6. sierpnia UTC) oraz w określonym punkcie atmosfery. Stosuje się je również aby zapobiec ewentualnemu dostarczeniu na planetę elementów, które opuściły ziemską orbitę razem z MSL – osłony rakiety i inny kosmiczny złom. Mikroby, które znajdują się na tych elementach mogłyby skazić planetę ziemskim życiem i wpłynąć na wyniki badań.

Testy wyposażenia przeprowadzone w ubiegłym tygodniu potwierdziły pełną sprawność łazika i gotowość wszystkich instrumentów do pracy na Marsie.

MSL wkrótce pokona 200-milionową milę swojej podróży na Marsa.

źródło: NASA JPL

180 dni do lądowania…

…a ja muszę przeprosić za chwilowy brak aktualizacji.

Na pocieszenie orientacyjne położenie planet i MSL (zielona orbita) w Układzie Słonecznym. Do zobaczenia!