Przygotowania do badań TGO w ramach misji ExoMars

esa_logo_small_2Misja ExoMars wkroczyła w kolejną fazę. Orbiter TGO, który od 19. października 2016 roku krąży wokół Czerwonej Planety rozpoczął serię pomiarów kalibracyjnych, które mają przygotować go do badań atmosfery Marsa. Ostatnie dni to intensywna kampania testów wyposażenia robota. Naukowcy chcą dostroić bagaż naukowy zanim rozpoczną etap hamowania w atmosferze, który sprowadzi Trace Gas Orbiter na regularną orbitę dookoła planety, 400 km nad jej powierzchnią.

W tej chwili TGO okrąża Marsa po wysoce eliptycznej orbicie raz nurkując w atmosferę na wysokość ok 300 km a potem oddalając się od Marsa o prawie 100 tyś km. Pełna orbita trwa obecnie 4.2 dni. W chwili dotarcia do Marsa orbiter krążył po orbicie mniej więcej równoległej do równika Marsa. Po pierwszych manewrach przygotowujących do hamowania atmosferycznego, które odbyły się na początku tego roku, inklinacja (kąt między płaszczyznami orbity i równika planety) TGO wynosi 74 st, co pozwala jej na lepszą obserwację obydwu półkul planety oraz komunikację z robotami znajdującymi się na powierzchni.

exomars_science_orbit_1

Grafika pokazuje obserwacje naukowe TGO wykonane w trakcie jednej orbity dookoła Marsa w pierwszej fazie misji. Pojedyńcze pomiary uruchamiane były w określonych momentach na orbicie, co przedstawiono za pomocą kolorowych pasków i kropek.

Piloci misji w tej chwili dostrajają bagaż naukowy sondy. Dwa spektrometry są kalibrowane do pomiarów światła słonecznego przechodzącego przez atmosferę planety. Dzięki kalibracji nauczą się one również „podążać” za wskazanym obiektem. Uzyskane w ten sposób pomiary mają dostarczyć interesujących danych na temat gazowej powłoki Marsa. Przy okazji kalibracji TGO zrobi serię zdjęć Marsa w momencie największego zbliżenia.

Proces hamowania w górnej atmosferze rozpocznie się 15. marca i potrwa okrągły rok.

Reklamy

Misja ExoMars wystartowała

pobranePierwsza z dwóch misji na Marsa realizowanych wspólnym wysiłkiem ESA i Roskosmos właśnie rozpoczęła 7-miesięczną podróż w kierunku Czerwonej Planety. Po dotarciu na orbitę europejski satelita rozpocznie badania marsjańskiej atmosfery.

Misja ExoMars wystartowała 14. marca o godzinie 10:31 (czasu środkowoeuropejskiego) z kosmodromu Bajkonur. Badawcze combo, satelitę Trace Gas Orbiter oraz moduł lądownika Schiaparelli, wyniosła na orbitę rosyjska rakieta Proton-M.

Ucieczka z ziemskiej grawitacji na okołosłoneczną orbitę transferową trwała do godziny 21:13 CET. Kilka minut później centrum kontroli w Darmstadt w Niemczech potwierdziło powodzenie startu i dobry stan ładunku. Satelita rozłożył panele słoneczne i jest w drodze na Marsa.

Start rakiety Proton M

Start rakiety Proton M z ładunkiem ExoMars

Podróż do celu potrwa do połowy października b.r. Po rozdzieleniu niecały 1 mln. km od planety moduł lądownika skieruje się na powierzchnię a satelita pozostanie na jej orbicie.

Misja naukowa TGO rozpocznie się 7 miesięcy po osiągnięciu Czerwonej Planety. Przez ten czas będzie on starał się ustabilizować swoją orbitę.

Lądownik Schiaparelli to test oraz demonstracja europejskiej technologii lądowania. Po udanym zejściu na powierzchnię moduł wykona kilka badań, m.in. nad powstawaniem burz pyłowych. Próba lądowania na Marsie to rozgrzewka przed następnym etapem ExoMars, który przewiduje wysłanie na powierzchnię łazika.

TGO będzie prowadził badania z wysokości 400km, poszukując rzadkich gazów w atmosferze planety. Wyposażenie satelity umożliwi odnalezienie wodnego lodu ukrytego pod powierzchnią planety, odkrycie źródła metanu oraz umożliwi komunikację z łazikiem ExoMars 2018.

Więcej informacji o ExoMars niebawem.

Misja załogowa do 2030? NASA i Roskosmos chcą współpracować

Głowa NASA, Charles F. Boden Jr.

W środę, 11. kwietnia pierwszy sekretarz NASA Charles F. Boden w otwartym przemówieniu na Uniwersytecie w Sydney oznajmił, że załogowa misja na Czerwoną Planetę jest priorytetem dla agencji. „Mars zawsze był naszym celem, dlatego wysyłanie tam człowieka jest tylko kwestią czasu” zapewnił. NASA planuje postawić stopę na Marsie do 2030 roku.

Ostatnie lata to dla NASA czas ograniczeń budżetowych, agencja każdego roku otrzymuje coraz mniej pieniędzy od rządu USA. Kryzys gospodarczy i częste niepowodzenia w badaniach Marsa (ponad połowa marsjańskich misji zakończona fiaskiem) zniechęciły rząd do finansowania działań agencji.

Receptą na taki stan jest współpraca z prywatnym sektorem. Łazik Curiosity został wyprodukowany wspólnymi siłami NASA oraz Lockhead-Martin, większość instrumentów badawczych dostarczyły prywatne przedsiębiorstwa. Także współpraca międzynarodowa gra wielką rolę w podboju kosmosu. Amerykanie liczą głównie na Chiny oraz Rosję.

Zaraz po przemówieniu Bodena, drugi sekretarz Roskosmosu Sergej Saweljew wyraził pełne wsparcie swojej agencji w realizacji misji załogowej. Rosjanie dopiero co stracili satelitę Phobos-Grunt mającego dostarczyć na Ziemię próbkę z księżyców Marsa. Przypomnę, satelita po starcie w listopadzie ubiegłego roku nie trafił na właściwą trajektorię i w styczniu tego roku runął do Oceanu Spokojnego. To niepowodzenie zmusiło Roskosmos do porzucenia planów samodzielnego podboju Czerwonej Planety.

Tak duże przedsięwzięcie (misja załogowa – przyp. Autor) wymaga zaawansowanej technologii oraz innych środków. Potrzebne są silniki, wydajny system podtrzymywania życia, ochrona przed promieniowaniem, niezbędne jest wytrenowanie ludzi do pracy w warunkach seperacji i presji” mówił Saweljew. Roskosmos jest zdecydowany wziąć udział w pracy nad wyprawą „…która może dojść do skutku tylko dzięki międzynarodowej współpracy” dodał. Wśród agencji kosmicznych, z którymi chce współpracować Roskosmos są NASA oraz ESA.

Entuzjazmu Saweljewa nie podziela przewodniczący Roskosmosu Vladimir Popowkin. Ostrzegał on przed kolejnym „kosmicznym wyścigiem” który dla ekonomii Rosji może okazać się równie katastrofalny w skutkach jak ten z czasów ZSRR.

Na zakończenie swojego przemówienia Boden wspomniał o misjach, w których agencja traciła ludzi (Apollo 1 z 1967, lot Challengera z 1986). „Tragiczne doświadczenia pozwoliły nam wyciągnąć wnioski, bez których nigdy nie postawilibyśmy stopy na Księżycu” podkreślił. Przypomniał, że misje załogowe są bardzo niebezpieczne. Nie wykluczał, że tym razem również nie obejdzie się bez ofiar. Miejmy nadzieję, że nie są to prorocze słowa.

Ciekawe, z jaką propozycją w tym kosmicznym wyścigu wystąpią Chiny oraz jak astronauci poradzą sobie z powrotem z Czerwonej Planety. W tej ostatniej kwestii do tej pory nie ma sensownej propozycji, mówi się nawet, że załogowa misja może okazać się lotem tylko w jedną stronę.