Terraformacja Marsa, planszowa gra towarzyska

pic2891964

W ubiegły weekend miałem przyjemność zagrać w grę planszową Terraformacja Marsa. To gra strategiczno-ekonomiczna polegająca na zarządzaniu zasobami. Nie rzucamy w niej kostką a nasze powodzenie w dużym stopniu zależy od tego, jak wykorzystamy nasze naukowe patenty. Grać można solo (!) lub do pięciu graczy. Doświadczeni gracze polecają zabawę w 3 lub 4. Informacja na pudełku mówi, że gra się do 2 godzin. My skończyliśmy po 3 (sic!) godzinach i 9 pokoleniach.

Ponieważ grałem w towarzystwie międzynarodowym, na stole wylądowała angielska wersja gry. Nieduże (jak na planszowe standardy) pudełko skrywało instrukcję, planszę, pokaźny plik kart-patentów, niewielkie kartoniki reprezentujące różne rodzaje obszarów i całą masę sześciennych pionków różnych kolorów i rozmiarów, wykorzystywanych w grze jako surowce i markery-punkty. Każdy z nas otrzymał niewielką planszę-bazę i po krótkim wyjaśnieniu zasad przez właściciela pudełka z grą rozpoczęliśmy zabawę.

Terraformacja Marsa, jak sama nazwa wskazuje, opowiada o procesie dostosowywania warunków Czerwonej Planety do potrzeb ludzkości. Celem gry jest podniesienie średniej temperatury globu, zwiększenie zawartości tlenu w atmosferze i pokrycie części powierzchni planety oceanami. To proces długotrwały, reprezentowany w grze przez postęp na otaczającej planszę skali pokoleń. Gdy markery temperatury i powietrza osiągną maksymalne pozycje a stosik 9 kartoników-oceanów wyczerpie się gra dobiega końca i zaczyna się liczenie punktów. Rzecz oczywista, zwycięża gracz który zdobył ich najwięcej.

plansza1

Plansza gry na początku 3. pokolenia

W swojej turze gracz może wykonać dwie akcje – zagrać kartę-patent naukowy z ręki lub standardową akcję, z listy na planszy gry. Każdy patent kosztuje określoną sumę kredytów, dodatkowo zagranie karty wymaga spełnienia określonych na na niej warunków. Zagrany patent wpływa na rozgrywkę – nasza baza zaczyna więcej produkować, na planecie rośnie temperatura albo zawartość O2, dokładamy nowe terytoria itd.

Po rozegraniu tury grę podejmuje kolejny gracz. Gdy możliwości wszystkich korporacji (albo ich zapał) do zagrywania kolejnych akcji skończą się, pokolenie dobiega końca. Zanim marker na skali zostanie przesunięty o jedno oczko wyżej każda z baz otrzymuje kredyty i surowce. Ich ilość zależy od postępów w grze – zagranych patentów, posiadanych lądów itd. Na początku nowego pokolenia losuje się nowe patenty z talii (do 4 na losowanie) i zabawa zaczyna się od gracza, który w poprzednim pokoleniu był drugi.

Mechanika gry w pierwszej rundzie wydawała mi się strasznie zawiła. Ze zgrozą spoglądałem na moją bazę, moje patenty w ręku, na różne rodzaje surowców i zasady jakimi rządzi się ich wykorzystywanie. Szczęśliwie graliśmy w wersję dla „pierwszaków”, co bardziej niebezpieczne patenty zostały usunięte z gry i każdy z nas zaczynał grę tą samą korporacją.

baza

Pod koniec gry w mojej bazie zrobiło się bardzo gorąco!

Moją strategię oparłem na produkcji energii. Ponieważ ta, niewykorzystana w pokoleniu, przekształca się w ciepło, pod koniec gry miałem w swojej bazie pokaźny stosik złotych kostek reprezentujących ten surowiec.

Tuż przed końcem gry wykupiłem wyzwanie Thermalist i dzięki niemu podczas liczenia punktów mój pionek z ostatniej pozycji na skali przesunął się na drugą. Szczerze mówiąc, w trakcie gry serio obawiałem się że moja baza lada moment wybuchnie.

Wspomniane wyzwania oraz osiągnięcia to dodatkowy sposób na zdobywanie PZ i wydawanie kredytów. Wykupujemy je kosztem jednej akcji, oznaczając swoim pionkiem odpowiednie miejsca na planszy. Dzięki nim mamy szansę na dodatkowe punkty pod koniec gry. Uwaga! Możliwe, że na naszej inwestycji skorzystają inni gracze! Ja zagrałem w osiągnięcie związane z ilością nagromadzonego ciepła i wygrałem je, jako że miałem tego surowca w swojej bazie najwięcej. Mogłoby jednak zdarzyć się, że ktoś inny nagromadzi więcej ciepła po aktywowaniu wyzwania. Wtedy kosztująca mnie 14 kredytów i 1. akcję inwestycja spaliłaby na panewce.

plansza2

Plansza gry w 7. pokoleniu

W trakcie gry dążymy do rozbudowywania bazy przemysłowej i spożytkowywaniu naszej produkcji na cele terraformacji, za co otrzymujemy punkty. Możemy także wpływać na zasoby innych graczy zagrywając niektóre karty. To wprowadza element interakcji między korporacjami, co uważam za duży plus. Przy stole zawierane są sojusze, zupełnie jak w prawdziwym świecie.

Bardziej biegli amatorzy planszowej rozgrywki mogą zdecydować się na grę z wykorzystaniem kart korporacji. Każda z nich ma swoją wizję terraformacji i dąży do osiągnięcia określonych celów, za które otrzymuje dodatkowe punkty zwycięstwa. Korporacje zaczynają grę z różnymi bonusami (albo ograniczeniami) produkcji zasobów w swoich bazach. Takie rozwiązanie urozmaica rozgrywkę i sprawia, że kolejne sesje różnią się od siebie.

patenty

Ilustracje na kartach patentów ściągnięto z naszej strony 🙂

Karty-patenty są ładne i jest ich bardzo, bardzo dużo. Każdy patent odpowiada jakiemuś naukowemu pomysłowi na terraformowanie planety. Jest to ładnie zilustrowane kolorową grafiką i krótkim opisem na karcie.

Plansza jest niewielka, co uznaję za plus. Poza wspomnianymi skalami widnienie na niej tarcza Marsa podzielona na sześciokątne pola. To na nich gracze układają swoje terytoria. Nieduże wymiary gry pozwoliły nam zmieścić się na niewielkim stoliku 1x1m. Można by ponarzekać na styl graficzny, bo wydaje się jakby z poprzedniej epoki. Kolorowe plastikowe kosteczki to inna bajka, jest ich dużo i świetnie sprawdzają się w roli waluty wykorzystywanej w grze. 

Z chęcią zagram w to jeszcze nie raz. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów Marsa i towarzyskich planszówek!

ExoMars 2020: możliwe lokalizacje badań

esa_logo_small_2Oxia Planum i Mawrth Vallis – to nazwy dwóch marsjańskich krain zarekomendowanych jako potencjalne miejsce lądowania i badań europejskiej misji ExoMars. Obserwacje satelitarne wskazują, że w przeszłości krainy te były bogate w wodę w stanie ciekłym. Jeśli przypuszczenia te okażą się prawdziwe, roboty ExoMars będą mogły wziąć pod lupę formacje geologiczne wartościowe z punktu widzenia astrobiologii.

Z technicznego punktu widzenia obie lokalizacje oferują warunki sprzyjające lądowaniu platformy ExoMars. Przede wszystkim obszar lądowania (elipsa o wymiarach 120 x 19 km) musi być równiną pozbawioną gęsto rozsianych skał i większych kamieni. Mogłyby uszkodzić platformę w trakcie lądowania lub zablokować “rozpakowywanie” ładunku, czyli zamkniętego w środku łazika. Dodatkowo niskie położenie obu krain pozwoli maksymalnie wykorzystać spadochrony hamujące opadającego robota.

Zaproponowane lokalizacje leżą niewiele na północ od równika planety i dzieli je zaledwie kilkaset kilometrów. Krainy poprzecinane są kanałami, które najprawdopodobniej stanowiły kiedyś ujścia dla rzek płynących z południowych wyżyn do położonego na północy oceanu. Oznacza to bogactwo materiałów osadowych, w których mogło zachować się wiele wartościowych informacji o przeszłości planety. Przypuszczenia te potwierdzają obserwacje satelitarne.

_86228521_molamap

Kandydaci do miejsca badań ExoMars 2020

Zdaniem naukowców woda w stanie ciekłym mogła pokrywać te obszary przez okres kilkuset milionów lat. To wystarczająco długo by proste jednokomórkowe organizmy wyewoluowały w bardziej zaawansowane formy życia.

Planując ExoMars naukowcy ESA rozważali wiele możliwych lokalizacji do badań, ostatecznie wybór padł na dwie wymienione w tym poście. Specjalnie powołana w tym celu Landing Site Selection Working Group skupi się teraz na przeanalizowaniu kandydatów pod kątem istotnych detalów.

Grupa będzie szukać miejsc, w których łazik powinien wwiercić się pod powierzchnię by pobrać materiał skalny do badań. To pierwszy raz, gdy będziemy mieli okazję zajrzeć głębiej pod powierzchnie Marsa. Naszkicowane zostaną potencjalne trasy przejazdów, którymi od 2020 roku poruszać się będzie europejski robot. Z technicznego punktu grupa bierze pod uwagę takie czynniki jak rozmieszczenie i wielkość skał, nachylenie terenu czy miałkość podłoża. Należy dołożyć starań, żeby łazik nie zakopał się w niepewnym marsjańskim gruncie i maksymalnie wykorzystał swój potencjał naukowy.

Misja ExoMars 2020 składa się z dwóch modułów – mobilnego robota wyposażonego w instrumenty do badań geologicznych i kamery oraz platformy lądownika, która po lądowaniu i uwolnieniu robota prowadzić będzie pomiary meteorologiczne na miejscu. Orbitujący Marsa satelita ExoMars TGO poza obserwacją atmosfery będzię pośredniczył w komunikacji robotów na powierzchni planet z naukowcami na Ziemi.

Przygotowania do badań TGO w ramach misji ExoMars

esa_logo_small_2Misja ExoMars wkroczyła w kolejną fazę. Orbiter TGO, który od 19. października 2016 roku krąży wokół Czerwonej Planety rozpoczął serię pomiarów kalibracyjnych, które mają przygotować go do badań atmosfery Marsa. Ostatnie dni to intensywna kampania testów wyposażenia robota. Naukowcy chcą dostroić bagaż naukowy zanim rozpoczną etap hamowania w atmosferze, który sprowadzi Trace Gas Orbiter na regularną orbitę dookoła planety, 400 km nad jej powierzchnią.

W tej chwili TGO okrąża Marsa po wysoce eliptycznej orbicie raz nurkując w atmosferę na wysokość ok 300 km a potem oddalając się od Marsa o prawie 100 tyś km. Pełna orbita trwa obecnie 4.2 dni. W chwili dotarcia do Marsa orbiter krążył po orbicie mniej więcej równoległej do równika Marsa. Po pierwszych manewrach przygotowujących do hamowania atmosferycznego, które odbyły się na początku tego roku, inklinacja (kąt między płaszczyznami orbity i równika planety) TGO wynosi 74 st, co pozwala jej na lepszą obserwację obydwu półkul planety oraz komunikację z robotami znajdującymi się na powierzchni.

exomars_science_orbit_1

Grafika pokazuje obserwacje naukowe TGO wykonane w trakcie jednej orbity dookoła Marsa w pierwszej fazie misji. Pojedyńcze pomiary uruchamiane były w określonych momentach na orbicie, co przedstawiono za pomocą kolorowych pasków i kropek.

Piloci misji w tej chwili dostrajają bagaż naukowy sondy. Dwa spektrometry są kalibrowane do pomiarów światła słonecznego przechodzącego przez atmosferę planety. Dzięki kalibracji nauczą się one również „podążać” za wskazanym obiektem. Uzyskane w ten sposób pomiary mają dostarczyć interesujących danych na temat gazowej powłoki Marsa. Przy okazji kalibracji TGO zrobi serię zdjęć Marsa w momencie największego zbliżenia.

Proces hamowania w górnej atmosferze rozpocznie się 15. marca i potrwa okrągły rok.

Marsz dla Nauki – 22. kwietnia 2017

zdutq1gcZainteresowanych wydarzeniem odsyłam na twittera albo na stronę Marszu. Zainteresowanych moją opinią na ten temat zapraszam do tekstu poniżej…

Naukowcy z reguły stronią od otwartego angażowania się w sprawy niezwiązane z ich specjalnością, nie mówiąc o sprawach publicznych. A jednak nadchodzi dzień, w którym nasi najlepsi badacze opuszczą swoje laboratoria i masowo wyjdą na ulicę protestując przeciwko decyzjom na najwyższym szczeblu. 22. kwietnia to dzień który powinien przypomnieć rządzącym o zapomnianej funkcji rozumu. Tego dnia, przy wsparciu laureatów Nagrody Nobla i osobistości ze świata nauki w największych miastach na całym globie organizowany jest pokojowy Marsz dla Nauki.

Organizatorzy w krajach anglojęzycznych nie ukrywają że protestują przeciwko polityce USA. Nie przypadkowo marsz organizowany jest niedługo po tym jak nowo wybrany prezydent tego kraju rozpoczął urzędowanie. Jego decyzje dotyczące administracji nauką już teraz zdążyły spotkać się z protestem ze strony środowisk badawczych w USA i poza granicami tego kraju. Prezydent Trump dał się poznać jako osoba kierująca się uprzedzeniami i nawykami a nie fachową oceną. Zaprzeczając jakoby działalność człowieka wywierała negatywny wpływ na środowisko planety naraził się klimatologom i ekonomom. Trudno przewidzieć ile decyzji zdoła on przeforsować i jaki wpływ jego polityka będzie miała dla nauki, jednak sytuacja jest niepokojąca. Zagrożone są między innymi otwarta wymiana technologiami cywilnymi i współpraca międzynarodowa.

Moim zdaniem Marsz dla Nauki powinien mierzyć się z negatywnym obrazem nauki. To zagrożenie o wiele większe niż nietrafione regulacje prawne. W starciu z powszechną ignorancją, rozprzestrzeniającą się jak ogień w upalny dzień, nauka może przegrać. Co mam na myśli? Już tłumaczę. Łatwo zrazić się, odkrywając jakiej wyczerpującej gimnastyki umysłowej wymaga robienie badań zgodnych z wyznaczonymi przez setki lat myślenia standardem. cambridge1300-300x353Niestety, nasza natura już tak ma – zamiast próbować zrozumieć wolimy odwołać się do już gotowych rozwiązań. Współcześnie ułatwia nam to szeroki dostęp do informacji, który nie koniecznie idzie w parze z możliwością oceny i oddzielenia faktów od fantazji. Mimo to często za pewniak bierzemy informację zapisaną w nagłówku czy zasłyszaną w radiu i nie zastanawiamy się nad jego wartością “prawda czy fałsz”, ani nad tym, jak wiedza ta wpłynie na nasze osobiste doświadczenie. Ignorancja zwycięży, gdy przesyceni nieprawdziwymi informacjami przestaniemy wierzyć w funkcje rozumu.

Przykładem takiej lawinowo rozprzestrzeniającej się ignorancji niech będzie zabroniona dzisiaj reklama wyrobów tytoniowych. Lata temu nikt nie myślał o szkodliwości palenia. Wizerunki gwiazd i osobistości elegancko zaciągających się “dymkiem” w telewizji, czasopismach i na filmach utwierdzały nas w przekonaniu, że palenie jest elementem dobrego wizerunku. Woleliśmy zadymione kluby do czasu, aż wyszło na jaw, że palenie przyczynia się do rozwoju nowotworów informacja ta jest wytłuszczona na każdym opakowaniu z zielem uprawianym na długo przed epoką Wielkich Odkryć.

Chwyty marketingowe pomimo braku logiki będą zawsze bronić się wolnością słowa i trudno objąć je skutecznymi regulacjami. Od lat próbujemy ustalić granicę między tym co do przyjęcia a tym co powinno być wykluczone z przestrzeni publicznej. Teorie płaskiej Ziemi, metale ciężkie w szczepionkach, modyfikacje embrionalne, genetycznie modyfikowaną żywność służąca do masowego trucia i wiele innych to linia programowa czasopism o gigantycznych nakładach. bdba797c11f434ca36c0a9905dacdb70.jpgPozorna gimnastyka umysłowa, jaką jest przeczytanie kilkudziesięciu linijek bezsensownego artykułu kształci nawyki vide te które obserwujemy u prezydenta Trumpa, ubliżając roli zdrowego rozsądku. Niestety, straciła na tym także nauka, która z narzędzia do poznania prawdy stała się komiksowym laboratorium pełnym słoików z niezidentyfikowaną zawartością.

Rolą Marszu dla Nauki powinno więc być przypomnienie o nauce per se, jako funkcji rozumu. Dzięki badaniom naukowym dowiedzieliśmy się bardzo wiele i na podstawie tej wiedzy dokonaliśmy imponujących rzeczy. Mimo to najlepsze encyklopedie pełne są niedokończonych haseł, które domagają się uzupełnienia. Tak jakbyśmy mieli jeszcze dużo pracy do zrobienia – a to wymaga organizacji. I tutaj koło się zamyka. Powinniśmy wyjść na ulicę i wyrazić nasze poparcie dla badań nieograniczonych granicami państw i polityką ich przywódców.

Marsz odbędzie się także w Warszawie 22.IV br i już teraz zachęcam do wzięcia udziału w tym wydarzeniu. Poza okazją do spotkania wielu ciekawych ludzi i spędzaniu czasu wyrazicie swoje poparcie dla rozumu.

clrk

hdf.jpg

111 lat Teorii Względności A. Einsteina

mc2

Energia wiązań jądra atomu to tyle samo dżuli ile masa tego kawałka materii razy prędkość światła i to jeszcze podniesiona do kwadratu.

Ponieważ była to kusząca perspektywa, naukowcy sprawdzili prawdziwość tego twierdzenia. Po pierwszych eksperymentach okazało, że potencjał w wiązaniu się jądra atomu jest napawdę ogromny i należy z nim obchodzić się bardzo ostrożnie. Ale to było na długo przed rozwojem radiologii – o czym za moment.

A co dalej? Mniej więcej pół wieku temu mocarstwo dało do zrozumienia że potrafi robić takie badania i było to znaczne osiągnięcie. Nastąpiła era odkrywania kosmosu, a eMCe kwadrat stało podstawą galopującego rozwoju setek innych dziedzin życia. Jest także symbolem czasów, które ją zrodziły – dla nas odległych o ponad 100 lat, a jednak znajomo współczesnych.

einstein_laughingPonieważ nie wiemy jaki naprawde był Albert Einstein, trudno nam ocenić jego wkład w naukę z początku XX wieku. Wszyscy znają zabawne zdjęcie, na którym bardzo respektowana osoba wytyka głupkowato język. Zupełnie przypadkowe zdjęcie, które zrobiono długo po opublikowaniu Zur Elektrodynamik bewegter Körper, tuż po pierwszych próbach ze zjawiskiem fuzji uwolnionej. Dla swoich twórców okazało się raczej trudnym dzieckiem. Mniej więcej wtedy historia podzieliła się na tą sprzed i tą po atomie.

Historia świata jest pełna wydarzeń, które nieodwracalnie zmieniają losy jego mieszkańców. Kiedyś królestwa, potem cesarstwa, dalej świat ogarnęły wielkie wojny. Aż nastał czas, kiedy każdy miał stać się obywatelem jakiegoś kraju. I to na długo przed Einsteinem!  On sam przyznawał że jest amerykaninem żydowsko-niemieckiego pochodzenia. Wydarzenia wpływające na bieg dziejów zawsze należą do gwałtownych.

Bo smutną prawdą jest, że odkrycie zostawiło za sobą ponure żniwo. Ofiary bomb zrzuconych na Japonię to tysiące istnień cierpiących z powodu napromieniowania. Chyba każdy o tym słyszał. Mamy do czynienia z niebezpiecznymi materiałami. Niestety raz napromienowane miejsce staje się bardzo, ale to bardzo niezdrowe i obszary ciężkiego skażenia jak Ground Zero w Nagasaki albo sarkofag elektrowni atomowej w Czarnobylu na długo pozostaną strefami odizolowanymi od świata.

afissionfusionbalanceBardzo niebezpiecznymi. A jednak?

Fuzja to zjawisko bezprecedensowe. Odkrycie wzbudziało wiele kontrowersji. Czy dzieląc atomos, filozoficzny element niepodzielny nie przekroczyliśmy granicy? Postęp usprawiedliwia się sam. Nikt z nas nie odpowiada za żadną z katastrof i nikomu nie zależy na następnych. Jesteśmy jakby pasażerami ogromnego statku, który płynie dzięki postępowi. Wydaje mi się, że tylko wspólną pracą możemy utrzymać ten statek na wodach i skierować go wyżej, w stronę gwiazd.

Rudy uranu można znaleźć choćby w Sudetach, ale kombinat przemysłowy potrzebny do wyciśnięcia porządanej esencji ciężkich izotopów wymaga nakładów pracy tysięcy ludzi. Doszło do tego, że każde państwo, które posiada taki przemysł musi otwarcie o tym poinformować inne kraje i pakt podpisało bodaj tuzin sygnatariuszy. Prezydent USA, Barack Obama dostał nagrodę nobla pokoju za swój wkład w budowanie porozumienia nowych czasów.

56Ujarzmiona, energia jądrowa ma wiele zastosowań, bez których nie obeszlibyśmy się współcześnie. Odkąd zaczęto z niej korzystać, wiele szkół, domów i szpitali funkcjonuje dzięki energii jądrowej. Dzięki badaniom rozpadów jądra medycyna zyskała nowe narzędzia diagnostyczne i do zwalczania chorób nowotworowych. Wiele podzespołów Curiosity działa opierając się o te osiągnięcia fizyki jądrowej, przecierając szlaki do powszechniejszego użycia tu, na Ziemi.

Nie mamy wyboru a nasza natura jest skłonna do podejmowania ryzyka. Zawsze powinniśmy kierować się rozsądkiem. Jest też nasza wyobraźnia, która podpowiada niewyobrażalne i każe odkrywać. Nie zapomnijcie że w tym roku obchodzimy 111 jubileusz, może warto odkorkować z tej okazji butelkę musującego szampana? Toast można wznosić ze sporym marginesem błędu a nawet i lepiej – z innej okazji.

Sto lat!

Ufunduj badanie gleby pozaziemskiej – zaproszenie do kampanii crowdfunding

crowdfunding-keyboard.jpgKażdy chętny poświęcić kilkanaście złotych (min. 5 euro) dla rozwoju kosmicznej nauki może w prosty sposób dokonać wpłaty przez kliknięcie w linka na tej stronie. Każda wpłata będzie nagrodzona marsjańskim upominkiem, którego wartość rośnie adekwatnie do wysokości podarunku.
Sponsorzy poprzedniej edycji badania zostali zaproszeni na uroczystą kolacje, na której serwowano plony wyhodowane w analogach ziemii eksterralnej. Fotorelacje z kolacji możecie obejrzeć na fanpage eksperymentu.

Czytaj dalej

Niepomyślny los lądownika ExoMars Schiaparelli

schiaparelli_in_colourZdjęcia z orbitera NASA Mars Reconnaissance Orbiter potwierdzają niepomyślny los modułu lądownika misji ExoMars, który 19. października miał wylądować na powierzchni Marsa w regionie Meridiani Planum. 

Fotografie przedstawiają moduł lądownika Schiaparelli (w górnej części grafiki), osłonę i spadochron (lewa dolna część) i żaroodporną tarczę (prawa dolna część). Oko satelity NASA, kamera HiRISE, nie zdołała uchwycić wszystkich 3 elementów w trakcie przelotu 1. listopada. Dlatego do newsa załączono zdjęcie w odcieniach szarości z poprzedniego przelotu 25. października. Skala 10. metrów oznaczona na grafice odpowiada wszystkim 3 zdjęciom.

Inżynierowie ESA pracują nad danymi zebranymi od chwili odłączenia się lądownika od orbitera TGO. Na ich podstawie będą w stanie odtworzyć los modułu do czasu utraty kontaktu z satelitą. Przypuszcza się, że za niepomyślne lądowanie odpowiada błąd w oprogramowaniu, ale na oficjalną wersję wydarzeń musimy poczekać.

To co wiemy na pewno, to że lądownik zgodnie z oczekiwaniami wyhamował w atmosferze planety i otworzył spadochron. Po wyhamowaniu odrzucił żaroodporną tarczę i oddzielił się od osłony ze spadochronem. Z niewiadomych przyczyn niewielkie silniki odrzutowe, które miały sprowadzić go na bezpieczną wysokość 2 metrów nad powierzchnią wyłączyły się 50 sekund za wcześnie. Schiaparelli rozbił się o powierzchnię planety z prędkością około 300km/h i wybuchając wytworzył w powierzchnni niewielki krater.

To druga próba lądowania na powierzchni Czerwonej Planety w dorobku ESA i druga zakończona niepowodzeniem. Pierwszym utraconym lądownikiem był brytyjski robot Beagle 2 z którym utracono kontakt 25. grudnia 2003 roku. Beagle był częścią misji Mars Express.

ExoMars u celu, ciąg dalszy

Schiaparelli_separating_from_Trace_Gas_Orbiter-1-2.jpg

Po blisko 500 mln km podróży i niecały milion km przed Marsem roboty ExoMars wykonały dwa manewry: oddzielenia moduł Schiaparelli od Trace Gas Orbiter (w niedziele, 16.10) oraz wejścia TGO na orbitę Marsa (w poniedziałek, 17.10). Operacje przebiegły zgodnie z planem i obydwa roboty mogą bez przeszkód kontynuować misję.

Komunikaty radiowe potrzebują około 10 minut, żeby pokonać drogę z Ziemi do satelity i tyle samo czasu musimy czekać na potwierdzenia z robota oddalonego o miliony kilometrów. Wszystkie dane z aparatury nawigacyjnej satelity, informacje o jej „zdrowiu” i te zarejestrowane przyrządami naukowymi odbieramy na Ziemi z takim samym opóźnieniem, dlatego operacje związane z nawigacją bardzo odległych satelitów należy szczegółowo planować.

cu5lol_wyaalncb

Space Operations Centrum w Dramstadt, Niemcy na godzinę przed zaplanowanym manewrem

W związku z powyższym zdalne sterowanie „na żywo” jest niemożliwe. Jeśli chcemy wpłynąć na lot satelity po odległej orbicie, musimy przekazać mu paczkę instrukcji, które ten po otrzymaniu wykona krok po kroku, w miarę swoich możliwości. Jeśli w zaplanowanej sekwencji zabrakłoby istotnego detalu, na przykład polecenia wznowienia komunikacji z Ziemią, misje spotkałby tragiczny los – orbiter pozbawiony możliwości sterowania dołączyłby do tysięcy ciał niebieskich orbitujących Słońce. Pułapek związanych z planowaniem kosmicznych misji jest znacznie więcej…

Odłączenie modułu lądownika od satelity wiązało się ze zmianą masy obydwu robotów, pędzących z zawrotną prędkością blisko 6km/s (relatywnie do Marsa). To nie pozostało obojętne do stabilności ich lotu. Aby uniknąć ryzyka uszkodzenia, antena wysokiego zysku orbitera TGO złożyła się przed manewrem rozłączenia i na Ziemię docierał jedynie sygnał nadawany z niewielkiej anteny LGA, pozwalający określić trasę i stabilność satelity (dane telemetryczne liczone na podstawie efektu Dopplera – nauka to fajna rzecz, clrk). Szczegółowe informacje z podsystemów robota oraz odbieranie i nadawanie skomplikowanych sygnałów wymagają przepustowości, którą oferuje wyłącznie antena kierunkowa HGA (wyłączona na czas manewru ze względu na ryzyko uszkodzenia). Dlatego piloci misji na potwierdzenie musieli czekać do czasu aż TGO wykona cały zaplanowany program.

cu8cfaexgaevypa

Sygnał z HGA potwierdzający powodzenie operacji odłączenie lądownika od satelity, źródło: ESA Operations@Twitter.com

Szczęśliwie dla europejskiej i rosyjskiej agencji kosmicznej na kwadrans przed 7 wieczorem w niedzielę 16.10 radioteleskopy na Ziemi wznowiły komunikację z TGO – robot nadał potwierdzenie odłączenia modułu lądownika, co w centrum sterowania przyjęto z wielką ulgą.

Wymierzony z precyzją mistrza rzutów lotką lądownik mknie teraz w kierunku atmosfery Marsa. Obliczenie odpowiedniego kąta wejścia w gazową otoczkę planety było bardzo ważnym elementem planu. Gdyby kąt natarcia był zbyt duży, robot spłonąłby w atmosferze w wyniku przegrzania tarczy ochronnej. Jeden stopień za mało i Schiaparelli minąłby planetę mknąc bez celu w kierunku kosmicznej pustki.

Moduł lądownika nie ma możliwości ładowania baterii i tuż po odłączeniu od satelity przełączył się w tryb hibernacji, żeby zaoszczędzić ograniczony zapas energii. Kilowatogodziny zgromadzone w bateriach mają wystarczyć mu na przeprowadzenie manewru lądowania i 3-4 dni badań na powierzchni planety. Robot ma obudzić się na chwilę przed wejściem w atmosferę Marsa około godziny 16:42 w środę 19.10 czasu polskiego.

Satelita TGO pozbawiony ciężkiego lądownika mógł skorgować prędkość i tor lotu odpalając dwukrotnie niewielkie silniki odrzutowe. Pierwszy raz na niecałą minutę w celu poprawienia kierunku i drugi raz na ponad dwie godziny, żeby zwolnić o 1550 m/s. Teraz robot może zostać przechwycony przez grawitację Marsa. Gdyby oddzielenie lądownika od orbitera nie powiodło się, masa połączonych robotów byłaby zbyt duża dla hamującej siły silników odrzutowych i satelicie nie udałoby się wejść na orbitę dookoła Marsa. W takim wypadku piloci ExoMars musieliby czekać aż dwa lata (!) aż robot wykona pełną orbitę dookoła Słońca, tracąc przy tym prędkość wystarczająco, by przy następnym spotkaniu dać się przechwycić przez przyciąganie Czerwonej Planety.

tgoedm-arrival-512x384

Klatka z symulacji lotu TGO i lądownika Schiaparelli u celu podróży, źródło: ESA

W następnym poście postaram się streścić przebieg lądowania lądownika Schiaparelli na powierzchni planety. Do usłyszenia!

na podst. spaceflight101.com

ExoMars blisko celu, relacja online

Link do relacji na LiveStream

Satelita misji ExoMars jest już niemal u celu. Niespełna 4 dni dzielą nas od planowanego lądowania europejskiego modułu Schiapirelli na powierzchni czerwonej planety. Za pośrednictwem podlinkowanego streamu możecie od jutra obserwować przebieg przygotowań do zejścia na planetę. Lądownik oddzieli się od satelity już jutro o godz. 12:42 czasu polskiego.

ExoMars to efekt współpracy agencji kosmicznych ESA i Roskosmos. Europejska agencja dostarczyła orbiter TGO wraz z testowym modułem lądownika Schiapirelli oraz pracuje nad łazikiem zaplanowanym na 2018 rok. Rosjanie dostarczyli rakiety Proton, którymi satelita i łazik zostaną wystrzelone w kierunku czerwonej planety. Badaniami kieruje ESA. Celem ExoMars jest poszukiwanie śladów życia na Marsie.

Misja analogiczna na biegunie południowym

astro-369299-590x300Podróż na Marsa zaczyna się długo przed oderwaniem marsjańskiego lądownika od powierzchni Ziemi. Amerykańska agencja NASA rozpoczęła przygotowanie astronautów do marsjańskiej wyprawy na rodzimym gruncie. Przed nimi długie miesiące odosobnienia, zamknięcia i kontaktu z ekstremalnym środowiskiem (w angielskim artykule trzy czynniki ukrywają się pod akronimem ICE – Isolation, Conifinement, Extreme Enviroment). Jest miejsce na naszej planecie, które zdaje się idealnie odwzorowywać te warunki – Antarktyda.

NASA i National Science Foundation współpracują z Uniwersytetem w Houston. Celem jest powołanie eksperymentalnej kolonii w okolicach Bieguna Południowego. Eksperyment pod kierownictwem dr. Candice Alfano z uniwersytetu w Houston będzie badał ochotników przebywających długie miesiące na Antarktydzie.

Izolację i zamknięcie stosunkowo łatwo osiągnąć planując badania behawioralne. Przykładem może być więzienny eksperyment St. Milgrama z uniwersytetu w Stanford z lat 70-tych ub. wieku.  Środowisko ekstremalne natomiast jest czymś, co wymaga znacznie większych nakładów, niż opuszczona piwnica. Dlatego NASA zdecydowała się na Biegun Południowy. Antarktyda wydaje się idealnym miejscem. Czasami nazywana „białym Marsem” stanowi kontynent nieomal w całości pokryty lodem. Z tego miejsca po prostu nie da się wyjechać. Niezależnie od twojej kondycji psychicznej, zdrowia czy osobistej sytuacji, w trakcie trwania eksperymentu nie ma mowy o powrocie do domu – chwali uroki lokalizacji Lisa Spence, project manager misji analogowych NASA. Takie zasady zbliżają warunki badania do podróży kosmicznej. Nastawienie uczestników znacznie się zmienia, kiedy zdają sobie sprawę że nie ma odwrotu.

zrzut-ekranu-2016-09-20-o-21-50-07

Model 3D bazy misji analogowej ICE

Jak bardzo ekstremalne warunki mają na myśli badacze? 98% kontynentu otaczającego Biegun Południowy pokrywa lód. Wieją tam ekstremalnie silne wiatry, a średnia temperatura waha się w przedziale od -49 do -26 st. C. To najzimniejsze miejsce na Ziemi. W czasie zimowych miesięcy Słońce nie wschodzi ponad horyzont od kwietnia do września. W trakcie Nocy Polarnej lądowanie samolotem albo statkiem w te okolice to duże ryzyko. Jeśli trafiłeś tutaj właśnie zimą, to może się okazać że do domu wrócisz najwcześniej wiosną następnego roku.

Astronautka NASA Christina Hammcock-Koch spędziła wiele miesięcy na różnych stacjach polarnych asystując naukowcom w badaniach na odległość. Spędziła okrągły rok na Biegunie Południowym. Przez długie miesiące nie widzisz słońca, tylko te same twarze innych mieszkańców Bieguna. Nie odbierasz poczty, odżywiasz się wyłącznie suszonym prowiantem. Izolacja i brak bliskich osób oraz monotonność każdego kolejnego dnia to rzeczy, z którymi musisz nauczyć się dawać radę – skrótowo opisuje swoje doświadczenie.

mcmurdo-from-ob-hill

Amerykańska baza arktyczna McMurdo

Pozostawiona w takim nieciekawym położeniu Hammcock wypracowała metody, które pomogły jej nie wypaść z rytmu. Oparcie znalazła w wysiłku fizycznym, hobby i kontakcie z innymi uczestnikami badania. Przede wszystkim astronautka nauczyła się nie myśleć o rzeczach, za którymi tęskni i skupiała się wyłącznie na swojej pracy. Nauczyła się doceniać swoje nieciekawe położenie – świadoma, że może tam więcej nie wrócić, starała się zarejestrować jak najwięcej detali swojego lodowego domu.

Badanie uniwersytetu w Houston, NASA i NSF ma wystartować w lutym 2017 roku. 110 uczestników zamieszka w okolicach Bieguna Południowego i na amerykańskiej stacji polarnej McMurdo. W McMurdo przebywa zwykle około 250 osób i ewakuacja zimą choć trudna, jest możliwa. Takiego luksusu brakuje na środku kontynentu. 

Obserwując mieszkańców obydwu stacji badacze chcą lepiej zrozumieć źródła i mechanizmy psychiczne związane ze przeżywaniem stresu. Badani będą co jakiś czas wypełniać kwestionariusze psychologiczne i oddawać próbki śliny. Na celowniku psychologów znajdzie się też dobowy cykl snu/jawy uczestników. Dzięki badaniu zamierzają wypracować wiarygodny test do szacowania poziomu stresu i zdrowia psychicznego.quzwndgqd

Test, jeśli okaże się skuteczny, pomoże w szybkim rozpoznaniu potencjalnych zagrożeń ze strony kondycji psychicznej astronautów. Szybkie rozpoznanie umożliwi podjęcie odpowiednich kroków, które zabezpieczą podróżników przed skutkami nieciekawych kryzysów psychicznych. Badacze wskazują szereg innych zastosowań – choćby w wojsku i wszedzie, gdzie ważne jest umiejętne zarządzanie zasobami ludzkimi.

Jednocześnie w planach NASA znajduje się trening personelu medycznego, przygotowujący ratowników medycznych do pracy w warunkach ICE. Niewykluczone, że któryś z chirurgów – uczestników eksperymentu w przyszłości weźmie udział w prawdziwej misji na Marsa.

Więcej o misji analogowej znajdziecie w googlach pod hasłem Characterizations of Psychological Risk, Overlap with Physical Health, and Associated Performance in Isolated, Confined, and Extreme (ICE) Environments. Ewentualnie zaglądajcie do nas. Stronę w miarę możliwości (czasu, chęci i newsów) będziemy aktualizować.

na podst. NASA News Washington DC